3 min czytania

Księgi wieczyste: dane są „jawne”, ale musisz zapłacić złodziejom, żeby je zobaczyć

Ustawa o księgach wieczystych mówi wprost: księgi są jawne. Nie można zasłaniać się nieznajomością wpisów. Brzmi jak gwarancja przejrzystości. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. 🏛️

🔍 Problem w pigułce

System Elektronicznej Księgi Wieczystej (EKW) działa od 2013 roku i pozwala przeglądać treść dowolnej księgi, o ile znasz jej numer. I tu zaczyna się absurd: numer księgi wieczystej dla konkretnej działki czy mieszkania nie jest nigdzie publicznie i wygodnie dostępny. Geoportal.gov.pl wyświetlał numery KW przez zaledwie kilka miesięcy (od listopada 2019 do kwietnia 2020), po czym UODO nakazało ich ukrycie, uznając numery ksiąg za… dane osobowe.

Efekt? Dane są „jawne”, ale żeby do nich dotrzeć, najpierw musisz znaleźć numer KW. A to kosztuje.

💰 Kto na tym zarabia

W lukę po wycofaniu numerów KW z Geoportalu natychmiast weszły firmy komercyjne, najczęściej zarejestrowane w rajach podatkowych (Seszele, USA, Londyn), które przez lata systematycznie scrapowały system EKW i zbudowały własne bazy danych. Dziś sprzedają numery ksiąg wieczystych dla wskazanego adresu lub numeru działki. Za opłatą.

Jeden z takich serwisów był kontrolowany przez UODO dwukrotnie (w 2017 i 2018 roku) i wtedy nikomu nie przeszkadzało, że udostępnia numery KW. Problem pojawił się dopiero, gdy te same dane trafiły do rządowego Geoportalu za darmo.

Logika tej sytuacji jest prosta: prywatny biznes może zarabiać na publicznych danych. Państwo nie może ich udostępniać za darmo.

🎭 Hipokryzja na wizji

Skalę absurdu najlepiej ilustruje scena z maja 2025 roku. Dziennikarz Andrzej Stankiewicz w programie telewizyjnym oznajmił posłowi Bartoszowi Kownackiemu, że znalezienie wszystkich jego nieruchomości „nie jest szczególnym wyzwaniem” i przedstawił ich pełny wykaz na wizji, podsumowując: „nie trzeba wielkiego ABW, żeby w ciągu kilkunastu minut ustalić, gdzie kto miał kiedyś mieszkanie.”

Dane są więc dostępne dla każdego, kto zbudował sobie odpowiednią bazę metodą scrapingu. Tyle że państwo oficjalnie udaje, że tego nie widzi, UODO nie reaguje na złożone skargi od ponad 2,5 roku, a obywatel bez zasobów informatycznych lub gotówki na komercyjny serwis pozostaje w ciemności.

🌱 Jak powinno być

Rozwiązanie nie jest skomplikowane. Wystarczyłoby przywrócić numery KW w Geoportalu albo dostosować system EKW do jego własnego rozporządzenia (które przewiduje składanie wniosku przed przeglądaniem treści). Wtedy wiadomo byłoby kto i kiedy pobiera dane, scraping przestałby być problemem, a numer KW straciłby status „danych osobowych”.

Zamiast tego mamy stan, w którym jawne dane publiczne są de facto sprywatyzowane przez firmy z rajów podatkowych, a obywatel płaci za dostęp do informacji, które z mocy prawa powinny być dla niego bezpłatne.

W tuziemia.pl chcielibyśmy udostępniać numery ksiąg wieczystych powiązane z konkretnymi działkami za darmo, tak jak robimy to z danymi z planów zagospodarowania, ewidencji gruntów czy rejestru cen nieruchomości. Na razie związują nam ręce te same przepisy, które nie przeszkadzają działać serwisom zza granicy. To jest właśnie definicja patologii. 🇵🇱

🔙 Throwback Thursday

Materiał video dla młodzieży: