3 min czytania

Mieszkaniowy Dzień Świstaka: od 30 lat brakuje nam ciągle tych samych 2 milionów mieszkań

To prawdopodobnie najbardziej stabilna liczba w historii polskiej gospodarki. Nie kurs dolara, nie PKB, nawet nie inflacja. „Deficyt 2 milionów mieszkań” to dogmat, który przetrwał ośmiu premierów, wejście do UE i kilka globalnych kryzysów. Czas zapytać: jakim cudem, skoro budujemy na potęgę, ta liczba ani drgnie?

Gdyby wierzyć nagłówkom portali finansowych i komunikatom deweloperów, polski rynek mieszkaniowy to studnia bez dna. Od trzech dekad słyszymy tę samą mantrę: „Brakuje 2 milionów mieszkań, musimy budować więcej, a ceny muszą rosnąć”. To paliwo, które napędza spiralę lęku u młodych ludzi i gigantyczne zyski u beneficjentów tego systemu.

Spójrzmy jednak na twarde dane, których propaganda bankowo-deweloperska stara się nie zestawiać ze sobą zbyt często.

Tabela: dane zebrane przez użytkownika @l_firek z portalu X

Matematyka kontra Inżynieria Strachu

Zestawmy dwa fakty, które brzmią jak kiepski żart statystyczny:

  1. Rok 1995: Eksperci i media grzmią: „W Polsce brakuje około 2 milionów mieszkań!”.
  2. Lata 1995–2024: W Polsce oddano do użytkowania łącznie ponad 4,3 miliona mieszkań.

W samym tylko ubiegłym roku do użytku oddano ponad 220 tysięcy lokali. Co więcej, aktualnie w budowie znajduje się blisko milion kolejnych.

Wnioski? Przez ostatnie 30 lat wybudowaliśmy dwukrotność rzekomego deficytu, a populacja Polski w tym czasie… zmalała lub pozostała na zbliżonym poziomie (nie licząc nagłych fal migracyjnych, które są zjawiskiem świeżym). Mimo to, w 2024 roku wciąż słyszymy, że „brakuje 2 milionów mieszkań”. Jak to możliwe? Gdzie wyparowało te 4,3 miliona lokali?

Trójkąt Bermudzki: Deweloper, Bank i Portal

Utrzymywanie narracji o wiecznym niedoborze to nie przypadek – to genialna strategia biznesowa „Wielkiej Trójki” beneficjentów:

  • Deweloperzy: Mit deficytu to ich najlepszy handlowiec. Pozwala uzasadnić marże, które w Polsce należą do najwyższych w Europie. „Kupuj teraz, bo mieszkań brakuje i będzie tylko drożej” – to klasyczne FOMO (Fear of Missing Out), które zmusza ludzi do podpisywania cyrografów na 30 lat.
  • Banki: Przemysł kredytowy kocha wysokie ceny. Im droższe mieszkanie wykreowane przez rzekomy „brak podaży”, tym wyższy kredyt i wyższe odsetki. Bank nie sprzedaje Ci dachu nad głową – sprzedaje Ci produkt finansowy opakowany w beton.
  • Portale ogłoszeniowe: Żyją z szumu i ruchu. Publikowane przez nie raporty, tworzone często „we współpracy” z branżą, rzadko analizują realne potrzeby demograficzne. Ich celem jest podbijanie bębenka i utrzymywanie temperatury na rynku.

Gdzie jest haczyk?

Problem polega na tym, że statystyka o „brakujących 2 milionach” celowo miesza pojęcia. W Polsce nie brakuje ścian i dachów. Brakuje mieszkań dostępnych cenowo tam, gdzie jest praca.

Zamiast budować dla ludzi, buduje się „produkty inwestycyjne”. Setki tysięcy mieszkań stoją puste jako lokata kapitału funduszy i fliperów, podczas gdy propaganda wmawia nam, że „podaż jest za mała”. To nie jest kryzys budowlany – to kryzys spekulacyjny.

Czas na pobudkę

Jeśli przy 4,3 mln wybudowanych mieszkań od 1995 roku i milionie w budowie nadal słyszysz, że „brakuje dwóch milionów”, to wiedz, że nie czytasz analizy ekonomicznej. Czytasz prospekt sprzedażowy.

Polska stała się wielkim placem budowy, na którym betonuje się przyszłość młodych pokoleń, zmuszając je do finansowania rekordowych zysków banków w imię walki z mitycznym deficytem, który nigdy nie maleje. Może czas przestać liczyć „brakujące miliony”, a zacząć liczyć, ile z tych wybudowanych mieszkań rzeczywiście służy do mieszkania, a nie do spekulacji?