Na stronie worldwater.org/conflict/map Pacific Institute, amerykański think tank zajmujący się polityką wodną, prowadzi coś, co można nazwać najbardziej przygnębiającym atlasem świata: Water Conflict Chronology, czyli chronologię konfliktów o wodę. To interaktywna mapa, na której każda kropka oznacza incydent, w którym woda była przyczyną, celem albo narzędziem przemocy. Baza sięga wstecz aż 4500 lat, najstarszy odnotowany „spór o wodę” rozegrał się w starożytnej Mezopotamii.
Co pokazują dane
Twórcy bazy dzielą konflikty na trzy kategorie:
- Trigger (wyzwalacz), spór o dostęp do wody lub kontrolę nad nią prowadzi do przemocy (np. walki rolników z pasterzami o studnie czy rzeki).
- Weapon (broń), wodę wykorzystuje się jako narzędzie wojny, np. zalewając tereny wroga albo odcinając dopływ do miast.
- Casualty (cel/ofiara), infrastruktura wodna (tamy, wodociągi, stacje uzdatniania) staje się bezpośrednim celem ataku.
Baza liczy dziś ponad 1900 udokumentowanych przypadków, a trend jest jednoznaczny: w 2000 roku odnotowano zaledwie 22 incydenty rocznie, w 2022 roku było ich już 231, a w 2023 roku, rekordowe 347, czyli wzrost o połowę rok do roku. Połowa z nich dotyczyła ataków na wodę i infrastrukturę wodną, a 39%, sporów o dostęp lub kontrolę nad zasobami. Najwięcej incydentów notuje się na Bliskim Wschodzie, w Azji Południowej i Afryce Subsaharyjskiej, ale ostatnie lata dopisały do listy też Ukrainę, rosyjskie ataki na tamy i wodociągi (m.in. zniszczenie tamy w Kachowce w 2023 roku) trafiły do bazy jako jeden z najgłośniejszych przykładów wykorzystania wody jako broni we współczesnej wojnie.
Kilka ciekawostek z chronologii
- Najstarszy „wojenny” spór o wodę to starcie sumeryjskich miast-państw Lagasz i Umma około 2500 r. p.n.e. o kontrolę nad kanałami irygacyjnymi na granicy ich terytoriów.
- Autorzy bazy szacują, że rzeczywista liczba incydentów jest znacznie wyższa, rejestrują tylko te udokumentowane w wiarygodnych źródłach (prasa, ONZ, organizacje humanitarne, baza ACLED).
- W Afryce Subsaharyjskiej (m.in. Burkina Faso, Mali, Nigeria, Kenia) rośnie liczba starć między pasterzami a rolnikami o dostęp do wodopojów i rzek, to jeden z motorów lokalnych konfliktów, o którym rzadko mówi się w globalnych mediach.
- W Republice Południowej Afryki coraz częściej dochodzi do zamieszek związanych nie z brakiem wody jako takiej, tylko z zapaścią infrastruktury wodociągowej i kanalizacyjnej.
- Twórcy bazy zwracają uwagę, że przyczyną rosnącej liczby konfliktów jest kombinacja trzech czynników: zmian klimatu (susze i powodzie), wzrostu populacji oraz trwających wojen, w których woda coraz częściej staje się celem samym w sobie, a nie tylko przypadkowym skutkiem walk.
A jak wygląda to z perspektywy Polski?
Tu warto o coś zapytać: czy Polska rzeczywiście jest „wodnym rajem”? W jednym sensie, tak. Na mapie Pacific Institute próżno szukać kropek nad naszym krajem: nie mieliśmy i (miejmy nadzieję) nie będziemy mieć zbrojnych sporów o dostęp do rzek czy studni. Pod tym względem Polska rzeczywiście jest wyspą spokoju na tle świata, w którym liczba wodnych konfliktów rośnie z roku na rok.
Jest jednak drugi, mniej sielankowy wątek. Polska od lat bywa porównywana (choć, jak wskazują analizy portalu Demagog.org.pl, to porównanie bywa nadużywane i wymaga kontekstu) do Egiptu pod względem zasobów wody na mieszkańca. W liczbach bezwzględnych to duże uproszczenie: Polak dysponuje rocznie około 1,5-1,6 tys. m³ wody, czyli niemal trzy razy więcej niż mieszkaniec Egiptu (ok. 590 m³), bo Egipt niemal całkowicie zależy od Nilu dopływającego spoza jego granic. Prawda jest jednak taka, że Polska i tak zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie pod względem odnawialnych zasobów wodnych na osobę, mniej wody na mieszkańca mają w Unii Europejskiej tylko Malta i Belgia. Nasze zasoby zależą niemal wyłącznie od opadów i ich retencji, a z retencją w Polsce od lat jest kiepsko.
Więc paradoksalnie: Polska jest „rajem” nie dlatego, że ma dużo wody, tylko dlatego, że, mimo bycia jednym z najbardziej ubogich w wodę krajów Europy, nie zamieniła tego deficytu w przemoc czy konflikt społeczny, tak jak dzieje się to w wielu regionach świata z mapy Pacific Institute. To dobra wiadomość na dziś, ale niekoniecznie powód do spoczęcia na laurach, eksperci od lat ostrzegają, że przy postępujących suszach i słabej retencji ten spokój nie jest dany raz na zawsze.
Źródła: Pacific Institute, Water Conflict Chronology (worldwater.org/conflict/map), Demagog.org.pl, Forbes, EcoWatch, Water Diplomat.