Po ośmiu latach nieprzerwanych spadków coś się w polskiej demografii wreszcie odwróciło. Według wstępnych szacunków GUS, cytowanych przez „Rzeczpospolitą”, suma urodzeń z ostatnich dwunastu miesięcy wynosiła w styczniu 2026 roku 237,3 tysiąca, a w czerwcu 237,2 tysiąca, czyli praktycznie ten sam poziom. Pierwszy raz od 2017 roku liczba urodzeń w Polsce przez pół roku w ogóle nie spadła, a współczynnik dzietności może w tym roku wzrosnąć z rekordowo niskiego 1,07 do około 1,11-1,12.
Osiem lat w dół, teraz pierwsza stabilizacja
W czerwcu 2026 roku w Polsce urodziło się około 20 tysięcy dzieci. Sam ten miesiąc niewiele by mówił, gdyby nie szerszy kontekst: to wyhamowanie widać już od połowy 2025 roku, a w marcu 2026 roku urodziło się o 6,4 procent dzieci więcej niż rok wcześniej. Dla porównania, szczyt urodzeń przypadł na październik 2017 roku, gdy suma roczna sięgała 403,7 tysiąca. Potem przyszło osiem lat spadków, które po pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie przyspieszyły do tempa 7-10 procent rocznie, ściągając współczynnik dzietności z 1,45 w 2017 roku do 1,07 w 2025 roku, jednego z najgorszych wyników na świecie.
Eksperci cytowani przez „Rzeczpospolitą” są ostrożni: demografia wciąż działa przeciwko Polsce, bo liczba kobiet w wieku największej płodności nadal spada, więc samo utrzymanie liczby urodzeń na stałym poziomie to już realne osiągnięcie. Na świętowanie zdecydowanie za wcześnie, ale to pierwszy od ośmiu lat moment bez kolejnego rekordu spadku.
400 miliardów złotych i system, którego wielu rodziców na świecie może pozazdrościć
Przy okazji tych danych warto zestawić konkretne liczby, bo w Polsce naprawdę nie jest tak źle, jak czasem się narzeka. Na świadczenie 800 plus wydano od 2016 roku ponad 400 miliardów złotych, bez kryterium dochodowego, na każde dziecko. Do tego dochodzi jednorazowe becikowe w wysokości 1000 złotych, świadczenie rodzicielskie w tej samej kwocie miesięcznie dla osób bez prawa do zasiłku macierzyńskiego, oraz program „Aktywni rodzice w pracy” z dofinansowaniem 1500 złotych miesięcznie, a przy odpowiednim orzeczeniu o niepełnosprawności dziecka nawet 1900 złotych.
Same urlopy są równie rozbudowane: 20 tygodni urlopu macierzyńskiego, 41 tygodni urlopu rodzicielskiego (z czego 9 tygodni to pula zarezerwowana wyłącznie dla ojca, przepadająca, jeśli z niej nie skorzysta), oraz niezależny od matki, w pełni płatny 2-tygodniowy urlop ojcowski. Jeśli oboje rodzice wykorzystają wszystkie uprawnienia, razem mogą przeznaczyć na opiekę nad dzieckiem aż 61 tygodni płatnego urlopu. Do tego w ostatniej dekadzie powstało blisko 3 tysiące nowych żłobków, czyli więcej niż działało ich łącznie w całej Polsce jeszcze pod koniec 2015 roku.
Dla porównania: w Stanach Zjednoczonych nie istnieje żaden federalny płatny urlop macierzyński. Ustawa FMLA gwarantuje jedynie 12 tygodni urlopu, i to bezpłatnego, wyłącznie w firmach zatrudniających co najmniej pięćdziesiąt osób i po spełnieniu dodatkowych warunków stażowych. Płatny urlop zależy tam wyłącznie od dobrej woli pracodawcy albo przepisów pojedynczego stanu. Sześćdziesiąt jeden tygodni płatnego urlopu w Polsce kontra kilkanaście tygodni bezpłatnego urlopu w USA, i to nie dla każdego, to różnica, o której warto pamiętać, zanim ktoś znów powie, że w Polsce nic się dla rodzin nie robi.
Nawet deweloperzy to zauważyli
Sygnał tej samej zmiany widać też w reklamach nowych osiedli. Jeszcze niedawno dominował obraz szczęśliwego singla w kawalerce w centrum miasta. Dziś, jak mówi Dawid Wrona, prezes Archicom, deweloperzy patrzą na mieszkania nie tylko jako przestrzeń do spania, tylko do wspólnego funkcjonowania na co dzień, co przekłada się na rosnące znaczenie przestrzeni wspólnych, zieleni i bliskości szkół w nowych projektach kierowanych do rodzin.
Trzeba jednak dodać ważny niuans: analizy rynkowe pokazują, że rosnące ceny mieszkań w centrach dużych miast realnie wypychają rodziny z dziećmi na przedmieścia, podczas gdy centra wciąż zdominowane są przez małe kawalerki dla singli. Zmiana narracji marketingowej idzie więc w parze ze zmianą oferty, ale nie zawsze w tym samym miejscu na mapie miasta. Rośnie też segment mieszkań premium, choć eksperci ostrzegają, że samo słowo bywa dziś marketingową etykietą, niekoniecznie idącą w parze z realnie wyższym standardem.
Trudno po pół roku stabilizacji ogłaszać koniec kryzysu demograficznego. Ale pierwszy od ośmiu lat sygnał odwrócenia trendu, zbiegający się z realnie działającym systemem wsparcia i zauważalną zmianą na rynku nieruchomości, to pierwszy od dawna powód do ostrożnego, ale uzasadnionego optymizmu.