4 min czytania

Nie zepsujmy tego. Polska u progu złotej dekady

Jeszcze dekadę, dwie temu pytanie „gdzie wyjechać, żeby żyło się lepiej” prawie zawsze kończyło się na Europie Zachodniej albo Południowej. Dziś coraz częściej słychać odwrotne pytanie: po co wyjeżdżać, skoro w Polsce jest bezpiecznie, czysto, coraz bogaciej, a do tego wciąż relatywnie tanio, i to w czasie, gdy część krajów, które kiedyś uchodziły za oczywisty wybór, mierzy się z problemami, o jakich jeszcze niedawno trudno było pomyśleć.

Liczby, które robią wrażenie

Ten wykres to najlepsze podsumowanie ostatnich dwudziestu lat. W 2004 roku, gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, nasz PKB per capita liczony według parytetu siły nabywczej stanowił zaledwie 51 procent średniej unijnej, a produkcja per capita odpowiadała mniej więcej połowie tego, co notowała wtedy Grecja. W 2025 roku te role się odwróciły: Polska wyprzedziła nie tylko Grecję, ale też Portugalię, Węgry i Słowację, a dystans do najzamożniejszych krajów Europy Zachodniej systematycznie się zmniejsza. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że do 2030 roku Polska wyprzedzi pod tym względem również Hiszpanię, Japonię, Izrael i Nową Zelandię.

To nie jest wyłącznie efekt zapaści gospodarczej innych krajów, choć oczywiście kryzys finansowy i kryzys zadłużenia dotknęły Grecję i Portugalię wyjątkowo mocno. Między 1995 a 2024 rokiem polski PKB per capita wzrósł o 316 procent, czyli wyraźnie szybciej niż w Czechach (178 procent) czy na Węgrzech (214 procent), i to tempo, jeśli się utrzyma, oznacza dla Polski trwałe wejście do grona krajów rozwiniętych, a nie tylko doganianie ich z dystansu.

Bezpiecznie, czysto, bez katastrofy klimatycznej za oknem

Gospodarka to jednak tylko część obrazu. Coraz więcej osób patrzy dziś na miejsce do życia przez pryzmat tego, co jeszcze niedawno wydawało się oczywiste, a dziś oczywiste być przestało: stabilny dostęp do wody, brak realnego zagrożenia pożarami lasów sięgającymi osiedli mieszkalnych, i klimat, w którym lato nie oznacza tygodni alarmów o ekstremalnych upałach przekraczających 40 stopni.

Kraje śródziemnomorskie, w tym akurat Grecja, w ostatnich latach regularnie zmagają się z rozległymi pożarami, falami upałów i suszami, które w niektórych regionach realnie zmieniają warunki do życia, nie mówiąc już o wpływie na turystykę i rolnictwo. Polska nie jest, i uczciwie trzeba to powiedzieć, całkowicie odporna na zmiany klimatu: sami pisaliśmy niedawno o rekordowo niskich stanach Wisły i pogłębiającej się erozji koryta rzeki w Warszawie. Skala i częstotliwość ekstremalnych zjawisk pogodowych jest tu jednak zdecydowanie mniejsza niż w Europie Południowej, a to realny, choć rzadko liczony wprost argument przemawiający dziś za Polską.

Do tego dochodzi poczucie bezpieczeństwa, rozumiane szeroko: stabilność instytucji, przewidywalność prawa gospodarczego, względnie niski poziom przestępczości na tle europejskim i sprawnie funkcjonująca administracja publiczna, mimo że akurat ta ostatnia bywa u nas ulubionym tematem narzekania.

Wciąż tanio, ale coraz mniej

Kluczowym atutem Polski pozostaje relacja jakości życia do jego kosztów. Mimo dynamicznego wzrostu cen nieruchomości i wynagrodzeń w ostatnich latach, koszty życia w Polsce wciąż są wyraźnie niższe niż w Europie Zachodniej, a często niższe niż w samej Grecji czy Portugalii, przy jednocześnie rosnącej sile nabywczej polskiego konsumenta. To kombinacja, która jeszcze niedawno wydawała się niemożliwa: rosnące zarobki i rosnący standard życia przy wciąż relatywnie przystępnych cenach w porównaniu z zachodem kontynentu.

Nie zepsujmy tego

Cytat, który krąży ostatnio w sieci, dobrze oddaje ducha tej zmiany: Polska stała się synonimem sukcesu, a podziwiają nas głównie ci, którzy swój sukces stracili. W 2004 roku nasza produkcja stanowiła 54 procent produkcji greckiej, w 2025 roku już 113 procent. To nie jest przypadek ani chwilowa koniunktura, tylko dwie dekady konsekwentnej pracy, inwestycji i, mówiąc wprost, względnej stabilności politycznej i gospodarczej, podczas gdy inne kraje regionu przechodziły przez poważne kryzysy.

Warto o tym pamiętać właśnie teraz, gdy coraz więcej osób, zarówno Polaków wracających z emigracji, jak i obcokrajowców, zaczyna traktować Polskę nie jako przystanek w drodze gdzieś dalej, tylko jako docelowe miejsce do życia. To dobry moment, żeby zadbać o to, co sprawiło, że w ogóle się tu chce mieszkać: stabilność, bezpieczeństwo i rozsądne zarządzanie tym, co przez ostatnie dwie dekady udało się wypracować.