4 min czytania

Wielkość bez formy: krótka historia amerykańskiego McMansion

Mianem McMansion określa się w Stanach Zjednoczonych domy o powierzchni gdzieś między 280 a 450 metrami kwadratowymi, stawiane na przedmieściach z ambicją, żeby wyglądały jak luksusowa rezydencja, a w praktyce będące architektonicznym kiczem: mieszanką stylów, które nigdy nie powinny się spotkać, na działce zbyt małej, żeby dom w ogóle mógł swobodnie oddychać.

Skąd wzięła się ta nazwa

McMansion to tak zwany McWord, czyli neologizm powstały przez doklejenie prefiksu „Mc” do zwykłego słowa, dokładnie na wzór nazw z menu McDonald’s. Samo słowo połączono z angielskim „mansion”, oznaczającym rezydencję czy dwór, a intencja była w pełni świadoma i złośliwa: tak jak McDonald’s kojarzy się z jedzeniem produkowanym masowo, tanio i bez większej troski o jakość, tak McMansion miał kojarzyć się z domem, który wygląda na luksusowy, ale w rzeczywistości jest produktem masowym, wystandaryzowanym i pozbawionym architektonicznej duszy.

Neologizm ukuto najprawdopodobniej na początku lat 80., choć w druku po raz pierwszy pojawił się w „Los Angeles Times” w 1990 roku, a szerszą popularność zdobył za sprawą „New York Timesa” w 1998 roku. Zjawisko, które opisywał, narodziło się w Kalifornii lat 80., czyli w dekadzie swobodnie płynącego kapitału i, jak to ujmują niektórzy krytycy architektury, dyskusyjnego gustu. Deregulacja instytucji pożyczkowych ułatwiła dostęp do kredytów, a to z kolei napędziło modę na coraz większe domy, budowane tam, gdzie jeszcze niedawno stały skromne, dobrze zaprojektowane bungalowy czy powojenne domki jednorodzinne.

Dlaczego to jest tak krytykowane

Problem z McMansion nie leży w samym metrażu, tylko w tym, co się z tym metrażem robi. Typowy McMansion to budynek wielokondygnacyjny, często bez jasno określonego stylu architektonicznego, łączący elementy, które osobno mogłyby wyglądać sensownie, ale razem tworzą wizualny chaos: nieproporcjonalne kolumny doryckie, przewymiarowane okna palladiańskie, kilka szczytów dachowych naraz, fasadę z trzech różnych materiałów wykończeniowych. Krytycy architektury regularnie wskazują na fatalną jakość wykonania, taniość użytych materiałów oraz nielogiczne rozmieszczenie drzwi, okien, kolumn i tarasów, które sprawiają wrażenie dodanych do projektu na siłę, żeby dom wyglądał na bardziej okazały, niż realnie jest.

Do tego dochodzi problem skali względem otoczenia. McMansion, stawiany na standardowej, przedmiejskiej działce, często dosłownie nie mieści się w swoim otoczeniu, zabierając sąsiadom światło i widok, i wyraźnie kontrastując z resztą zabudowy. Kate Wagner, autorka kultowego dziś bloga „McMansion Hell”, od lat rozkłada takie domy na czynniki pierwsze, pokazując, jak bardzo estetyka McMansion odzwierciedla nie tyle gust właścicieli, ile szersze zjawisko konsumpcjonizmu i pokazowego bogactwa, w którym liczy się to, jak dom wygląda dla innych, a nie jak faktycznie się w nim mieszka. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda taka krytyka w praktyce, i to naprawdę bezlitosna, warto samodzielnie zajrzeć na mcmansionhell.com, gdzie Wagner rozbiera kolejne przykłady niemal architektonicznym skalpelem, z dużą dawką czarnego humoru.

Zjawisko ma też swój mroczniejszy, ekonomiczny rozdział. McMansiony budowano masowo aż do kryzysu finansowego z 2008 roku, napędzane kredytami subprime udzielanymi bez większej refleksji nad tym, czy kredytobiorców faktycznie stać na spłatę. Gdy bańka pękła, opuszczone, przejęte przez banki McMansiony stały się dla wielu komentatorów symbolem życia ponad stan, ostrzeżeniem wizualnym, do czego prowadzi mylenie wielkości z jakością.

Inne przezwiska tego samego zjawiska

McMansion doczekał się w Stanach kilku równie złośliwych synonimów, w tym „Persian palace”, „Garage Mahal”, będącego żartobliwym nawiązaniem do Tadż Mahal, „starter castle” oraz „Hummer house”, porównującego dom do przesadnie dużego, agresywnie wyglądającego samochodu. W języku marketingowym deweloperzy próbują oczywiście łagodzić te skojarzenia, mówiąc o „tract mansions” albo „executive homes”, ale w powszechnym użyciu i tak wygrywa McMansion, ze wszystkimi jego negatywnymi konotacjami.

A jak nazwać to po polsku?

W Polsce, mimo że domy o podobnej filozofii budowania na pewno się zdarzają, nikt jak dotąd nie wymyślił dla nich jednego, chwytliwego określenia na miarę McMansion. Może to dobra okazja, żeby to nadrobić. Macie jakiś pomysł na polski odpowiednik tego słowa? Piszcie śmiało w komentarzach, chętnie przeczytamy propozycje.

A jeśli macie ochotę zobaczyć na własne oczy, jak wygląda pełnia tego zjawiska, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę grafiki „McMansion” i przygotować się na naprawdę radosny wieczór przeglądania architektonicznych kuriozów, które trudno wymyślić, nawet gdyby się bardzo starać.