4 min czytania

Portal DOM może mieć sens. Wystarczy dodać moduł darmowej sprzedaży mieszkań

Pisaliśmy już wcześniej o Portalu DOM, państwowej wyszukiwarce cen transakcyjnych mieszkań, na którą budżet wyda ponad 44 miliony złotych, mimo że znaczną część tego, co ma robić, już dziś realizują otwarte dane z Rejestru Cen Nieruchomości oraz oddolne inicjatywy w rodzaju deweloperuch.pl, czy tuziemia.pl. Wydaje się jednak, że istnieje prosty sposób, żeby te miliony złotych faktycznie nie poszły w błoto: wystarczy dodać do Portalu DOM możliwość bezpłatnego wystawiania ogłoszeń sprzedaży mieszkań, na wzór tego, jak od lat działa eRolnik.gov.pl dla działek rolnych.

Co właściwie robi eRolnik i dlaczego to dobry wzór

eRolnik to prowadzony przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa portal, na którym rolnicy mogą całkowicie bezpłatnie zamieszczać ogłoszenia o zamiarze sprzedaży nieruchomości rolnych, a rolnicy indywidualni mogą na te ogłoszenia odpowiadać, korzystając z ustawowego pierwszeństwa zakupu. Mechanizm działa od czerwca 2020 roku, gdy znowelizowana ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego nałożyła na KOWR prawny obowiązek utrzymywania takiego systemu teleinformatycznego. Logowanie odbywa się przez Profil Zaufany, a samo ogłoszenie, zgodnie z przepisami, musi wisieć na portalu minimum 30 dni i zawierać konkretne, ustandaryzowane dane: oznaczenie nieruchomości z ewidencji gruntów, powierzchnię, klasę bonitacyjną, informacje o przeznaczeniu w planie zagospodarowania czy warunkach zabudowy.

To rozwiązanie od lat po cichu robi dokładnie to, o co dziś apeluje się w kontekście rynku mieszkań: daje sprzedającym państwową, darmową alternatywę dla płatnych portali, bez pośredników i bez opłat za sam fakt poinformowania o chęci sprzedaży.

Dlaczego to akurat teraz ma sens dla mieszkań

Rynek ogłoszeń mieszkaniowych w Polsce od lat funkcjonuje w praktyce jako duopol dwóch serwisów należących do tej samej, zagranicznej grupy kapitałowej, które regularnie podnoszą ceny za wystawienie ogłoszenia. Jak pisaliśmy niedawno przy okazji podwyżek na OLX, sprzedający płaci dziś kilkaset złotych za samo pojawienie się oferty w serwisie, jeszcze zanim dojdzie do jakiejkolwiek transakcji, prowizji pośrednika czy podatku od sprzedaży.

Portal DOM, w swojej obecnej, zaplanowanej formie, ma gromadzić dane o already zawartych transakcjach, głównie na podstawie aktów notarialnych i umów deweloperskich. To wartościowa funkcja, ale sama w sobie nie rozwiązuje problemu, który najbardziej doskwiera zwykłemu sprzedającemu mieszkanie: konieczności zapłacenia dużemu, zagranicznemu portalowi za samo dotarcie do potencjalnych kupujących. Dodanie do Portalu DOM funkcji bezpłatnego wystawiania ogłoszeń sprzedaży, zamiast wyłącznie biernego raportowania już zawartych transakcji, zmieniłoby go z kosztownego narzędzia statystycznego w realną, praktyczną alternatywę rynkową, z której korzystaliby zwykli ludzie, a nie tylko analitycy i dziennikarze ekonomiczni.

Dowód, że to działa, mamy już na rynku działek

Nie trzeba przy tym zgadywać, czy taki model w ogóle może zadziałać w praktyce, poza samym przykładem eRolnika. Na rynku działek dokładnie taki model, choć prowadzony oddolnie, a nie przez instytucję państwową, sprawdza się od miesięcy: darmowe wystawianie ogłoszeń, integracja z publicznymi rejestrami, w tym z Rejestrem Cen Nieruchomości, i zero opłat dla sprzedających. Skoro taki model da się zbudować i utrzymać jako mały, prywatny projekt, tym bardziej powinien być możliwy do wdrożenia w ramach systemu, na który już teraz przeznacza się kilkadziesiąt milionów złotych z budżetu państwa.

Koń trojański czy realna zmiana

Część krytyków nazwała już wcześniej Portal DOM w obecnym kształcie rozwiązaniem zbędnym, dublującym dane, które i tak są dziś, po lutowym otwarciu RCN, publicznie dostępne. Dodanie funkcji bezpłatnych ogłoszeń sprzedaży odwróciłoby ten zarzut o sto osiemdziesiąt stopni: z kosztownego, biernego narzędzia raportującego to, co już się wydarzyło, Portal DOM stałby się aktywnym uczestnikiem rynku, realnie łamiącym monopol płatnych, zagranicznych portali ogłoszeniowych, zamiast tylko przyglądać się temu monopolowi z boku i publikować o nim statystyki.

Czterdzieści cztery miliony złotych to dużo pieniędzy na wyszukiwarkę cen. To znacznie rozsądniejsza inwestycja, jeśli przy okazji powstanie z tego coś, z czego realnie skorzysta każdy sprzedający mieszkanie w Polsce, a nie tylko ktoś analizujący później te dane w Excelu.