Nie każda konsekwencja zmian klimatu przychodzi z hukiem powodzi czy fali upałów. Część z nich skrada się cicho, dosłownie na skrzydłach owada wielkości kilku milimetrów. Mowa o inwazyjnych komarach z rodzaju Aedes, które w ostatnich latach systematycznie posuwają się w głąb Europy, i to znacznie szybciej, niż większość z nas sobie wyobraża.
Co pokazuje mapa ECDC
Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób wraz z Europejskim Urzędem ds. Bezpieczeństwa Żywności prowadzi, w ramach projektu VectorNet, stałą, aktualizowaną co miesiąc mapę zasięgu inwazyjnych komarów z rodzaju Aedes w Europie i regionie śródziemnomorskim. Najnowsza wersja, opublikowana z danymi na kwiecień 2026 roku, pokazuje obszar oznaczony na czerwono, czyli teren, gdzie gatunek jest już trwale zadomowiony, obejmujący praktycznie całą Europę Zachodnią, Południową i znaczną część Środkowej: od Portugalii i Hiszpanii, przez Francję, Włochy i Niemcy, po Węgry, Rumunię i Bałkany. Kolor żółty, oznaczający pojedyncze introdukcje bez potwierdzonego trwałego zadomowienia, pojawia się już na granicach kolejnych krajów, w tym w części Beneluksu i Europy Środkowej.
Dlaczego to w ogóle się dzieje
Za tą powolną, ale konsekwentną ekspansją stoi przede wszystkim komar tygrysi, Aedes albopictus, gatunek pochodzący z tropikalnych lasów Azji Południowo-Wschodniej. Do Europy trafił po raz pierwszy w 1979 roku do Albanii, wraz z transportem towarów z Chin, a w kolejnych dekadach rozprzestrzenił się na ponad dwadzieścia krajów kontynentu. Kluczowym mechanizmem, który pozwolił mu przetrwać w klimacie znacznie chłodniejszym niż rodzimy, jest zdolność jaj do przechodzenia w stan diapauzy, swoistej biologicznej hibernacji, dzięki której gatunek może przetrwać zimę tam, gdzie jeszcze dekadę czy dwie temu warunki byłyby dla niego zbyt surowe. Cieplejsze zimy i wyższe średnie temperatury, będące bezpośrednim skutkiem zmian klimatu, systematycznie poszerzają obszar, na którym taka zimowa hibernacja się udaje.
To ma znaczenie kliniczne, bo komary z rodzaju Aedes są głównym wektorem przenoszącym wirusa dengi, dotąd kojarzonej wyłącznie z tropikami. Zdecydowana większość zakażeń dengą przebiega łagodnie albo bezobjawowo, ale u około 5 procent pacjentów choroba przybiera cięższą postać, związaną z zaburzeniami krzepnięcia, spadkiem ciśnienia i ryzykiem niewydolności narządowej, przy nieleczonej gorączce krwotocznej śmiertelność może sięgać nawet kilkudziesięciu procent, choć przy właściwej opiece medycznej spada do około 1 procent. Europa notuje już pojedyncze, lokalne ogniska zakażeń dengą przenoszonych przez rodzime, zadomowione już populacje komarów, między innymi we Francji i we Włoszech, a nie tylko przypadki przywlekane przez podróżnych wracających z tropików.

Londyn: wiadomość sprzed jednego dnia
Tu docieramy do informacji na tyle świeżej, że warto ją podkreślić osobno. 3 września 2026 roku brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego poinformowała o wykryciu rozmnażających się komarów Aedes aegypti, czyli komara egipskiego, w prywatnych posesjach we wschodnim Londynie. To pierwszy w historii przypadek potwierdzonego rozmnażania tego gatunku na Wyspach Brytyjskich, wykryty dzięki systemowi nadzoru Mosquito Watch, po fali upałów, jakie nawiedziły stolicę Wielkiej Brytanii. Władze sanitarne uspokajają, że bezpośrednie ryzyko dla ludności pozostaje niskie, a sam gatunek wciąż nie jest w stanie przetrwać typowej, brytyjskiej zimy, więc nie mówimy jeszcze o trwałym zadomowieniu. Uruchomiono już jednak działania kontrolne mające zniszczyć larwy i ograniczyć dalsze rozmnażanie. To już zresztą nie pierwsza tego typu detekcja w Wielkiej Brytanii: komara tygrysiego wykrywano wcześniej w Kent, między innymi w 2016 roku i ponownie w sierpniu 2024 roku, na przydrożnej stacji obsługi przy autostradzie M20, choć bez potwierdzenia trwałej, lokalnej populacji.
A jak to wygląda w Polsce
Tu warto sprostować jedną rzecz. Zgodnie z najnowszą mapą ECDC, obejmującą dane do kwietnia 2026 roku, Polska nie znajduje się wśród krajów, w których którykolwiek z inwazyjnych gatunków Aedes ma dziś potwierdzoną, trwale zadomowioną populację. Polskie służby sanitarne również nie potwierdziły dotąd obecności komara tygrysiego na terenie kraju. Jedynym gatunkiem inwazyjnym z rodzaju Aedes, jaki oficjalnie potwierdzono w Polsce, jest Aedes japonicus, odnotowany po raz pierwszy w 2023 roku, ale to inny gatunek niż główni sprawcy epidemii dengi w Europie Zachodniej. Pojedyncze, przypadkowe zawleczenie komara tygrysiego czy egipskiego do Polski, na przykład wraz z transportem towarowym, jest jak najbardziej możliwe, ale nie jest tym samym co trwałe zasiedlenie kraju przez ten gatunek.
Nie oznacza to jednak, że temat nas nie dotyczy. Komar tygrysi jest już notowany u naszych bezpośrednich sąsiadów, w Niemczech, Czechach i na Słowacji, a eksperci od dawna oceniają jego pojawienie się w Polsce jako wysoce prawdopodobne w najbliższych latach, w miarę dalszego ocieplania się klimatu. Innymi słowy, granica zasięgu tego gatunku nie zatrzymała się gdzieś daleko na południu Europy, tylko systematycznie, krok po kroku, przesuwa się w naszą stronę, a najnowsze doniesienia z Londynu pokazują, że nawet kraje o klimacie chłodniejszym niż Polska nie są już całkowicie bezpieczne od pierwszych, sygnalnych detekcji.
Cicha zmiana, którą warto obserwować
Fale upałów i powodzie trafiają na pierwsze strony gazet, bo widać je gołym okiem i odczuwa się je natychmiast. Powolne przesuwanie się granicy zasięgu komara tygrysiego czy egipskiego nie wygląda równie spektakularnie, ale jest równie realną, mierzalną konsekwencją tych samych zmian klimatycznych. Warto śledzić kolejne, comiesięczne aktualizacje mapy ECDC, bo to jeden z tych rzadkich wskaźników, który pozwala zobaczyć zmianę klimatu nie w abstrakcyjnych stopniach Celsjusza, tylko w bardzo konkretnym, biologicznym fakcie: gdzie dokładnie na mapie kończy się dziś zasięg gatunku, który jeszcze pokolenie temu kojarzył się wyłącznie z dalekimi tropikami.