Ten biały kościółek z czerwonym dachem, stojący samotnie na wzgórzu nad wioską Vík í Mýrdal, to jeden z najczęściej fotografowanych budynków na Islandii, i nietrudno zrozumieć dlaczego. Wystarczy jedno spojrzenie na kontrast między śnieżnobiałą elewacją a czarnymi, wulkanicznymi plażami w tle, żeby zrozumieć, czemu Vík znajduje się na trasie niemal każdej wycieczki wzdłuż południowego wybrzeża wyspy.
Kościół, znany po islandzku jako Víkurkirkja, wybudowano w latach 1931-1934 według projektu Guðjóna Samúelssona, jednego z najważniejszych islandzkich architektów XX wieku, autora również słynnego Hallgrímskirkja w Reykjaviku. Wcześniej mieszkańcy Vík musieli pokonywać kilka kilometrów pieszo albo konno do najbliższej parafii, więc budowa własnego kościoła była dla niewielkiej społeczności prawdziwym wydarzeniem.
Ciekawostka: kościół jako plan awaryjny
Lokalizacja kościoła na wzgórzu to nie tylko kwestia estetyki. Vík leży w bezpośrednim sąsiedztwie wulkanu Katla, ukrytego pod lodowcem Mýrdalsjökull, a jego erupcje wielokrotnie w historii wywoływały gwałtowne powodzie lodowcowe, zwane jökulhlaup, zdolne w kilkanaście minut zalać nisko położone tereny wokół wioski. Właśnie dlatego Víkurkirkja pełni w miejscowym planie zarządzania kryzysowego rolę oficjalnego punktu ewakuacyjnego: to najwyżej położony budynek w okolicy, teoretycznie jedyny, który miałby szansę pozostać ponad poziomem wody w razie nagłej erupcji. Miejscowi trenują ten scenariusz regularnie, a sam kościół, mieszczący około dwustu osób, w razie potrzeby miałby się stać czymś więcej niż miejscem modlitwy.
To dobry przykład na to, jak bardzo lokalizacja budynku potrafi wynikać z czegoś więcej niż tylko względów widokowych czy religijnych. Czasem, tak jak w Vík, o tym, gdzie coś się stawia, decyduje przede wszystkim geologia leżąca dosłownie pod nogami, i to ona, a nie architekt, ma ostatnie słowo.
