4 min czytania

625 gmin z zakazem podlewania trawnika w 2026. Mapa, która pokazuje skalę suszy w Polsce

Jest taka mapa, którą warto mieć w zakładkach przez całe lato, jeśli interesuje was, jak realnie wygląda dziś sytuacja wodna w Polsce, gmina po gminie. Znajdziecie ją tutaj, a zaznaczono na niej miejsca, w których w 2026 roku wprowadzono ograniczenia w dostępie do wody albo wydano apele o jej oszczędzanie.

Kto i od kiedy to liczy

Mapę prowadzi od 2019 roku dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog z Polskiej Akademii Nauk, na swoim blogu swiatwody.blog. Zaczynał skromnie, po problemach z wodą w Skierniewicach, a dziś jego zestawienie jest jednym z najczęściej cytowanych źródeł w mediach, gdy tylko temat suszy wraca na pierwsze strony. Historia tej mapy sama w sobie jest pouczająca: w 2019 roku odnotowano na niej 392 gminy z apelami lub ograniczeniami, w 2020 roku spadło to do 208, w 2021 roku wzrosło do 335, a w 2022 roku do 366. W 2026 roku licznik przebił wszystkie te wyniki, zatrzymując się na 625 gminach, i to jeszcze przed końcem sezonu, więc liczba może dalej rosnąć.

Zgłaszane ograniczenia dotyczą przede wszystkim trzech rzeczy: podlewania trawników, ogrodów i upraw, napełniania przydomowych basenów i oczek wodnych, oraz mycia samochodów i powierzchni takich jak kostka brukowa. Za złamanie lokalnych przepisów w niektórych gminach grożą kary sięgające nawet kilku tysięcy złotych. Najtrudniejsza sytuacja koncentruje się w pasie nizin środkowych, obejmującym przede wszystkim centralną i wschodnią Polskę, choć problem w mniejszym lub większym stopniu dotyka praktycznie każdego regionu kraju.

Skąd bierze się ten kryzys

Przyczyna jest znana i, niestety, nie jest to zjawisko chwilowe. Polska ma jedne z najniższych zasobów wodnych w całej Unii Europejskiej, a susza hydrologiczna trwa w kraju praktycznie nieprzerwanie od 2013 roku, systematycznie obniżając poziom zarówno wód płynących, jak i podziemnych. Państwowy Instytut Geologiczny od dawna ostrzega przed malejącą dostępnością wód podziemnych, które stanowią kluczowe źródło zaopatrzenia dla setek mniejszych polskich miejscowości, gdzie nie ma alternatywy w postaci dużej rzeki czy zbiornika retencyjnego.

Fale upałów dodatkowo pogarszają sytuację, bo w takich okresach zużycie wody potrafi wzrosnąć dwu, a nawet trzykrotnie względem normy, głównie z powodu masowego podlewania ogrodów. To właśnie wtedy w sieciach wodociągowych, zwłaszcza mniejszych, wiejskich gmin, dochodzi do niebezpiecznych spadków ciśnienia, grożących nie tylko niewygodą, ale realnym ryzykiem awarii hydroforni i przerw w dostawie wody nawet do celów czysto bytowych.

Warszawa akurat teraz bije kolejny, ponury rekord

Ten sam problem widać dziś doskonale na przykładzie stolicy. Na wodowskazie stacji Warszawa-Bulwary w środę, 2 września 2026 roku, zanotowano poziom zaledwie 98 centymetrów, najniższy wynik w historii pomiarów prowadzonych w tym miejscu od 2017 roku. To kolejny, szybko pobity rekord w tegorocznym sezonie: jeszcze na początku sierpnia stan wynosił 102 centymetry, a w kolejnych tygodniach systematycznie się obniżał. Dla porównania, dolna granica tak zwanych stanów średnich dla tej stacji wynosi aż 180 centymetrów, co dobrze pokazuje skalę odchylenia od normy.

Warto przy okazji wyjaśnić jeden szczegół, który bywa mylący: w 2026 roku zmieniono sposób odczytu skali na wodowskazie względem tego, jaki obowiązywał jeszcze w 2025 roku, kiedy padł wcześniejszy rekord na poziomie 4 centymetrów. Po przeliczeniu na nową skalę tamten historyczny rekord odpowiadałby dziś mniej więcej 100 centymetrom, więc obecny wynik 98 centymetrów rzeczywiście stanowi nowe, realne minimum, a nie tylko efekt zmiany metody pomiaru. Potwierdza to również spadek samego przepływu wody w rzece, osiągającego wartości nienotowane w oficjalnych pomiarach od 1985 roku. W całej Polsce obowiązuje dziś ponad 90 ostrzeżeń IMGW przed suszą hydrologiczną, obejmujących również zlewnie w rejonie Warszawy.

To nie jest tylko problem rolników i ogrodników

Niski stan Wisły ma znaczenie wykraczające poza estetykę bulwarów czy możliwość korzystania z tras żeglugowych. Rzeka pokrywa około 70 procent zapotrzebowania Warszawy na wodę pitną, a dodatkowo jej wody wykorzystywane są do chłodzenia urządzeń technologicznych elektrociepłowni na Siekierkach, o czym pisaliśmy już wcześniej przy okazji problemu kopalni piasku na Wiśle. To dobre przypomnienie, że kryzys wodny w Polsce nie jest zjawiskiem odległym ani abstrakcyjnym, tylko czymś, co realnie wpływa na infrastrukturę, rolnictwo i codzienne funkcjonowanie setek gmin w całym kraju, od najmniejszej wsi po samo serce stolicy.