Jest taka mapa, która regularnie wraca do polskiego internetu, za każdym razem wywołując tę samą mieszankę fascynacji i kłótni w komentarzach. Jej autorem jest Piotr Kwaczyński, a pomysł jest genialnie prosty: policzyć, przez ile lat każdy fragment dzisiejszej i historycznej Polski faktycznie należał do polskiego państwa, i nanieść te liczby wprost na mapę, region po regionie.
Co widać na mapie
Punktem wyjścia obliczeń jest rok 966, czyli chrzest Polski i pierwsza pewna data w historii państwa polskiego. Od tego momentu autor liczy, ile lat dany obszar spędził w granicach kolejnych wcieleń polskiej państwowości, od wczesnopiastowskiej monarchii, przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów, aż po współczesną Polskę. Wynik nanoszony jest na mapę obejmującą nie tylko dzisiejsze terytorium kraju, ale też ziemie dawnych Kresów Wschodnich, sięgające aż po tereny dzisiejszej Ukrainy.
Największe liczby, w okolicach 900 lub więcej lat, skupiają się dokładnie tam, gdzie należałoby się ich spodziewać: w historycznym sercu polskiej państwowości. Wielkopolska z Poznaniem i Gnieznem, uznawana za kolebkę państwa polskiego, notuje wynik 925 lat. Małopolska z Krakowem, przez wieki stołecznym miastem Polski, osiąga od 902 do 926 lat w zależności od konkretnego regionu. Mazowsze z Warszawą wypada niemal równie wysoko, z wynikami między 897 a 926 lat. To właśnie ten centralny pas kraju, od Poznania przez Łódź po Kraków i Warszawę, stanowi rdzeń mapy, obszar niemal nieprzerwanie polski od zarania państwowości.
Im dalej od tego centrum, tym liczby gwałtowniej maleją. Pomorze Zachodnie i okolice Szczecina to wartości rzędu 99 do 243 lat, zależnie od konkretnego skrawka ziemi. Mazury i dawne Prusy Wschodnie to zaledwie 70 do 96 lat, praktycznie w całości sprowadzone do okresu po drugiej wojnie światowej. Najbardziej uderzający jest wynik dla Wilna: zaledwie 18 lat, odpowiadający wyłącznie okresowi dwudziestolecia międzywojennego, gdy miasto rzeczywiście znajdowało się w granicach II Rzeczpospolitej.
Skąd biorą się kontrowersje
Mapa od lat wywołuje ożywioną dyskusję, i to nie tylko wśród przypadkowych internautów, ale też wśród osób poważnie interesujących się historią. Największe wątpliwości budzi sama metodologia liczenia. Krytycy zwracają uwagę, że mapa nie do końca konsekwentnie traktuje ziemie lenne i formalnie odrębne, ale silnie związane z Koroną. Mazowsze bywa liczone jako polskie od bardzo wczesnego okresu, mimo że przez długi czas funkcjonowało jako osobne, lenne księstwo piastowskie, dopiero później w pełni wcielone do Korony. Podobne pytania pojawiają się przy Śląsku, gdzie sporne jest, czy liczyć lata do formalnego zrzeczenia się praw przez polskich władców, czy do faktycznej utraty kontroli politycznej, co daje zupełnie inne wyniki w zależności od przyjętej metody.
Największe emocje budzi jednak sposób potraktowania ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, w tym właśnie Wileńszczyzny. Część komentujących wytyka autorowi, że przypisanie tym terenom zaledwie osiemnastu lat jest myląco niskie, skoro tereny te przez wieki pozostawały w unii z Koroną. Autor mapy i jej obrońcy odpowiadają na to konsekwentnie: Wielkie Księstwo Litewskie, mimo unii, pozostawało formalnie odrębnym państwem, a nie częścią Polski, aż do czasu Konstytucji 3 maja, która zniosła tę odrębność na bardzo krótko przed rozbiorami. Stąd tak niski wynik, wynikający z konsekwentnego odróżnienia Polski od Rzeczpospolitej Obojga Narodów jako całości. Krytycy z kolei zarzucają autorowi w tym miejscu nadmierny rygoryzm, niepasujący do sposobu liczenia przyjętego w innych częściach mapy. Pojawiają się też uwagi o całkowicie pominiętych obszarach, jak Kurlandia, Mołdawia w okresie zależności lennej od Polski, czy dawne Prusy Zakonne i Książęce, które w ogóle nie zostały uwzględnione w zestawieniu.
Osobną, bardziej drażliwą warstwą kontrowersji są interpretacje polityczne, jakie część odbiorców wyciąga z samej mapy, sugerując na przykład, że wysoki wynik dla Lwowa w porównaniu z Wrocławiem świadczy o silniejszych współczesnych prawach Polski do tego pierwszego miasta. Warto podchodzić do takich odczytań z dużą ostrożnością: mapa jest ćwiczeniem historycznym, pokazującym przeszłość administracyjną poszczególnych ziem, a nie argumentem w jakiejkolwiek współczesnej dyskusji o granicach państwowych, które reguluje dziś prawo międzynarodowe, a nie statystyka historyczna sprzed wieków.
Które ziemie są więc „najbardziej polskie”
Odpowiedź, jaką daje mapa, jest w gruncie rzeczy zgodna z tym, czego nauczyliśmy się już w szkole, tylko wyrażona w twardych liczbach zamiast ogólnikowych określeń. To Wielkopolska, Małopolska i Mazowsze, czyli ziemie leżące w samym centrum dzisiejszego kraju, stanowią najbardziej nieprzerwanie polski rdzeń państwowości, z wynikami sięgającymi ponad 900 lat na przestrzeni tysiąclecia liczonego od chrztu Polski. W tym gronie najwyższych wyników na mapie znajdują się okolice Poznania, Gniezna, Kalisza, Łodzi, Krakowa, Częstochowy, Kielc, a także Warszawy, Płocka i Radomia, leżącego w samym sercu tego historycznie najbardziej stabilnego, polskiego pasa ziem. Ziemie zachodnie i północne, mimo że dziś równie oczywiście polskie, w tym ujęciu wypadają znacznie skromniej, bo przez większość swojej historii należały do innych organizmów państwowych, głównie niemieckich, i dopiero powojenne przesunięcie granic włączyło je na trwałe w granice Polski.
Niezależnie od tego, po której stronie sporu o metodologię ktoś się opowie, mapa Kwaczyńskiego pozostaje świetnym punktem wyjścia do rozmowy o tym, jak bardzo płynne i skomplikowane potrafią być granice państwowe rozpatrywane w perspektywie wielu wieków, a nie tylko jednego pokolenia.
