3 min czytania

Zachód Europy notuje najgorętsze lato w historii. Polska patrzy z boku, ale do czasu

Copernicus Climate Change Service, unijna służba monitorująca klimat, potwierdziła oficjalnie coś, o czym Europa Zachodnia przekonywała się na własnej skórze przez całe wakacje: lato 2026 roku było najgorętszym w historii tamtejszych pomiarów, przebijając dotychczasowy rekord z 2003 roku. Co ciekawe, w tym samym czasie w Polsce, zwłaszcza nad morzem i na Mazurach, warunki pozostawały w miarę przeciętne, co samo w sobie mówi sporo o tym, jak nierówno zmiany klimatu rozkładają się dziś na mapie kontynentu.

Rekord, który przebił rekord sprzed dwudziestu trzech lat

Według danych Copernicus C3S, cały sezon letni w Europie Zachodniej okazał się cieplejszy niż jakikolwiek wcześniej zmierzony, wyprzedzając legendarne, tragiczne w skutkach lato 2003 roku, kiedy fale upałów doprowadziły do tysięcy zgonów na kontynencie. Sam sierpień, zamykający ten sezon, zrównał się z lipcem 2023 roku jako najgorętszy miesiąc w historii globalnych pomiarów, ze średnią temperaturą na Ziemi sięgającą 16,96 stopnia Celsjusza, czyli o 1,65 stopnia więcej niż w okresie przedindustrialnym. Fale upałów, jak podaje Copernicus, rozpoczęły się już w maju i utrzymywały się praktycznie nieprzerwanie przez całe lato.

Europejska Agencja Środowiska od dawna zwraca uwagę, że kontynent europejski ociepla się mniej więcej dwukrotnie szybciej niż wynosi średnia globalna, co czyni Europę najszybciej nagrzewającym się kontynentem na Ziemi. Tegoroczne lato jest dobitną ilustracją tej tendencji, choć, co istotne, rozłożyło się na kontynencie wyjątkowo nierówno.

Susza i rzeki na historycznych minimach

Ekstremalnym temperaturom towarzyszyła rozległa susza, obejmująca w sierpniu dużą część Europy Zachodniej oraz spore obszary Europy Środkowej i Wschodniej, w niektórych regionach utrzymująca się nieprzerwanie od maja. Copernicus odnotował wyjątkowo niskie stany wód między innymi we Francji, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, w Rumunii i Serbii. Skutki tej suszy widać też bezpośrednio w korytach największych europejskich rzek: rekordowo niskie przepływy zanotowano na Renie, Dunaju, Padzie i Rodanie, a niska woda dotknęła też wschodnią część kontynentu, w tym Dniepr. Jak zresztą pisaliśmy już wcześniej, podobnie rekordowo niski poziom, choć z nieco innych przyczyn regionalnych, notowała w tym samym czasie Wisła w Warszawie.

Dlaczego w Polsce nad morzem było w miarę spokojnie

To, co w tym zestawieniu szczególnie rzuca się w oczy z polskiej perspektywy, to fakt, że opisywana przez Copernicus fala rekordowych upałów najsilniej uderzyła w Europę Zachodnią, podczas gdy warunki nad polskim wybrzeżem i na Mazurach pozostawały w tym samym okresie zauważalnie bardziej umiarkowane. To nie jest wcale sprzeczne z danymi klimatycznymi, tylko dobrze wpisuje się w znany naukowcom wzorzec: fale upałów i susze w Europie nie rozkładają się równomiernie, tylko koncentrują się w określonych regionach, zależnie od układów wyżowych i przebiegu prądów atmosferycznych w danym sezonie. W 2026 roku to właśnie zachodnia część kontynentu znalazła się w samym centrum tego zjawiska.

Nie oznacza to jednak, że Polska może czuć się w pełni bezpieczna. Rekordowo niski poziom Wisły w Warszawie, o którym pisaliśmy przy okazji problemu kopalni piasku, pokazuje, że i nasz kraj mierzy się z własną, permanentną suszą hydrologiczną, tylko w innym rytmie i z innych przyczyn niż fale upałów nawiedzające tego lata Francję czy Wielką Brytanię.

Co dalej

Europejska Agencja Środowiska prowadzi też szerszą, systematyczną ocenę ryzyka klimatycznego dla całego kontynentu, dostępną publicznie dla każdego, kto chce dokładniej zrozumieć, jak zmiany klimatu mogą wyglądać w jego regionie w kolejnych dekadach. To warte polecenia źródło, zwłaszcza że tegoroczne lato dobitnie pokazało, że pytanie nie brzmi już, czy rekordy temperatur będą dalej padać, tylko które regiony kontynentu i w którym sezonie akurat znajdą się w oku tej klimatycznej burzy.