5 min czytania

Lex Szyszko: jak w 2017 roku zniesienie zgody na wycinkę drzew skończyło się ich rzezią

Tylko w ciągu pierwszych dwóch miesięcy obowiązywania nowych przepisów w Polsce wycięto, według ostrożnych szacunków, około półtora miliona drzew. To nie apokaliptyczna prognoza, tylko liczba, którą po latach podawał sam autor tych przepisów. Chodzi o tzw. lex Szyszko, jedną z najgłośniejszych nowelizacji ustawy o ochronie przyrody w historii III RP, nazwaną od nazwiska ówczesnego ministra środowiska Jana Szyszki. Temat wraca teraz z nową siłą, bo w Sejmie od 2025 roku procedowane są przepisy, które krytycy prosto nazywają „lex Szyszko 2”.

Co dokładnie zmieniło „lex Szyszko” w 2017 roku

16 grudnia 2016 roku, w budzącym kontrowersje głosowaniu przeniesionym przez marszałka Sejmu do Sali Kolumnowej, posłowie PiS przyjęli nowelizację ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o lasach. Przepisy weszły w życie 1 stycznia 2017 roku i zniosły obowiązek uzyskiwania zgody na wycinkę drzew i krzewów rosnących na prywatnych nieruchomościach osób fizycznych, o ile usunięcie nie było związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Właściciel działki mógł więc ściąć drzewo bez względu na jego obwód czy wiek, bez zgłaszania tego komukolwiek. Ta sama nowelizacja złagodziła też zasady gospodarki leśnej w okresie lęgowym ptaków, uznając, że wycinka prowadzona na podstawie planów poddanych strategicznej ocenie oddziaływania na środowisko nie narusza zakazów ochrony gniazd.

Skala wycinki i głośne przypadki

Skutki były natychmiastowe i dobrze udokumentowane. Ruszyła fala wycinek, którą media i ekolodzy zaczęli nazywać rzezią drzew, a Greenpeace Polska wyświetlał na fasadach budynków, przed którymi ścięto drzewa, napis „Tu byłem. Jan Szyszko”. Z nowych przepisów korzystali nie tylko zwykli właściciele działek, ale też deweloperzy, którzy wcześniej nie dostawali zgody na wycinkę pod inwestycje, na przykład w Warszawie przed urzędem dzielnicy Śródmieście czy w Łebie, gdzie wycięto cztery hektary lasu pod budowę hotelu.

Jak PiS sam wycofał się z własnej ustawy

Skala protestów przestraszyła nawet polityków partii rządzącej, w tym prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który zapowiedział uporządkowanie przepisów. Nowelizacja, która weszła w życie 17 czerwca 2017 roku, przywróciła obowiązek zgłaszania zamiaru wycinki do gminy: urząd zyskał 21 dni na oględziny drzewa i kolejne 14 dni na ewentualny sprzeciw, a brak reakcji w tym czasie oznaczał milczącą zgodę na wycinkę. Dodano też mechanizm zabezpieczający przed wycinką pod przyszłą zabudowę komercyjną: jeśli w ciągu pięciu lat od oględzin na miejscu wyciętego drzewa powstał budynek związany z działalnością gospodarczą, właściciel musiał zapłacić opłatę za usunięcie drzewa, której wcześniej uniknął.

NIK: przez lata nikt tego porządnie nie kontrolował

W 2018 roku Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę obejmującą 30 organów odpowiedzialnych za wydawanie zgód na wycinkę, w okresie od początku 2015 do maja 2018 roku, a więc również czas obowiązywania lex Szyszko. Wnioski były przygnębiające: większość skontrolowanych organów nie realizowała prawidłowo zadań dotyczących usuwania drzew i krzewów ani gospodarowania pozyskanym drewnem, niezgodnie z przepisami, gospodarnie i rzetelnie. Zdaniem NIK jedną z przyczyn było aż pięciokrotne zmienianie ustawy o ochronie przyrody w latach 2015-2018.

2025-2026: nowa próba deregulacji, którą znów nazwano „lex Szyszko 2”

Latem 2025 roku Rada Ministrów przyjęła rządowy projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, przedłożony przez Ministra Klimatu i Środowiska, a osobno podobne rozwiązania forsowała sejmowa Komisja Nadzwyczajna do spraw Deregulacji, powiązana z zespołem ds. deregulacji kierowanym przez Rafała Brzoskę. Oba projekty miały jeden wspólny cel: zamiast dzisiejszych dwóch osobnych terminów (21 dni na oględziny i 14 dni na sprzeciw), wprowadzić jeden, nieprzekraczalny termin 60 dni od zgłoszenia na całą procedurę, po którym, jeśli urząd nie zdąży wydać decyzji, zadziała milcząca zgoda. Zapisano przy tym zabezpieczenie: jeśli właściciel utrudnia przeprowadzenie oględzin, postępowanie zawiesza się i milcząca zgoda nie obowiązuje.

Dlaczego ekolodzy znów biją na alarm i jaki jest obecny stan sprawy

Organizacje przyrodnicze i część posłów koalicji rządzącej od razu nazwały te propozycje „lex Szyszko 2”, ostrzegając, że wydłużenie milczącej zgody z obecnych 14 dni po oględzinach do jednego, dłuższego terminu bez wcześniejszej weryfikacji może otworzyć furtkę do usuwania drzew cennych przyrodniczo, w tym pomników przyrody, bez jakiejkolwiek kontroli. Głosowanie zaplanowane na 17 grudnia 2025 roku zostało w ostatniej chwili zdjęte z porządku obrad Sejmu na wniosek minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloskiej, a resort zapowiedział poprawki. Na początku 2026 roku sejmowe komisje pozytywnie zaopiniowały poprawioną wersję przepisów, jednak z dostępnych relacji wynika, że przy ostatecznym uchwalaniu szerszej ustawy deregulacyjnej posłowie ostatecznie wycofali się ze zmian dotyczących zasad wycinki drzew. Ponieważ proces legislacyjny wciąż trwa i toczy się na kilku torach jednocześnie, warto traktować to jako stan na dzień pisania tego tekstu i sprawdzić aktualny status projektu (numer druku 2628) bezpośrednio na stronie Sejmu, zanim ktoś zaplanuje wycinkę licząc na nowe, łagodniejsze zasady.

Co to oznacza dla kogoś, kto kupuje działkę z drzewami

Dopóki nowe przepisy nie wejdą w życie, obowiązują zasady sprzed nich: zgłoszenie do gminy, 21 dni na oględziny, 14 dni na ewentualny sprzeciw i pięcioletni mechanizm zabezpieczający przed wycinką pod przyszłą zabudowę komercyjną. To ważne przy kupnie działki z drzewostanem: warto sprawdzić nie tylko, czy na terenie nie ma pomników przyrody albo obszaru chronionego, ale też, czy poprzedni właściciel nie prowadził niedawno wycinki, bo to może rzutować na to, co wolno zrobić z nieruchomością w najbliższych latach. Takie informacje, razem z planem miejscowym czy planem ogólnym dla danej działki, warto zweryfikować jeszcze przed podpisaniem umowy, a nie dopiero po zakupie.