Na krakowskim Zabłociu, przy ulicy Na Zjeździe, stoi tablica informacyjna, obok której warto się zatrzymać na dłużej niż zwykle zatrzymujemy się przy tego typu szyldach. „Mikrolas, w 100% zgodne z metodą Miyawaki” głosi napis na górze, a pod nim całe mnóstwo liczb i faktów, które dobrze tłumaczą, dlaczego niepozorny kawałek zieleni między budynkami zasługuje na osobny artykuł.
Kim był Akira Miyawaki i skąd wzięła się cała metoda
Zanim przejdziemy do samego krakowskiego przykładu, warto poznać człowieka, od którego nazwiska pochodzi cała koncepcja. Akira Miyawaki to japoński botanik i ekolog roślin, specjalizujący się w fitosocjologii, czyli nauce o tym, jak gatunki roślin wzajemnie na siebie oddziałują w naturalnych zbiorowiskach. Przez ponad pięćdziesiąt lat pracy w różnych częściach świata opracował i przetestował metodę sadzenia lasów, która miała naśladować naturalne procesy leśne, zamiast tworzyć sztuczne, jednogatunkowe plantacje, jakie od dekad dominują w leśnictwie przemysłowym, także w Polsce, gdzie zdecydowana większość lasów sadzonych przez człowieka to monokultury sosnowe nastawione na pozyskiwanie drewna.
Metoda Miyawaki opiera się na kilku prostych, ale rygorystycznie przestrzeganych zasadach: sadzi się wyłącznie gatunki rodzime, dobrane pod konkretne warunki glebowe i klimatyczne danego miejsca, nigdy nie usuwa się i nie wywozi oryginalnej gleby, nie stosuje się sztucznych nawozów, a sadzonki umieszcza się bardzo gęsto, w kilku warstwach naśladujących naturalną, wielopiętrową strukturę dojrzałego lasu, od niskich krzewów po drzewa docelowo najwyższe. Taka gęstość nasadzeń wymusza na roślinach swoistą rywalizację o światło, co paradoksalnie przyspiesza ich wzrost znacznie bardziej niż w przypadku tradycyjnych, rzadziej sadzonych lasów.
Las kieszonkowy, który zmieści się między blokami
W Polsce ta metoda pojawiła się stosunkowo niedawno, bo dopiero w 2021 roku, gdy Fundacja Perspektywa zasadziła pierwszy w kraju las kieszonkowy w Rozwarowie w województwie zachodniopomorskim, z udziałem około dwustu wolontariuszy, sadzących wspólnie 36 gatunków drzew i krzewów. Od tamtej pory podobne nasadzenia, nazywane zamiennie mikrolasami, lasami kieszonkowymi albo lasami Miyawakiego, zaczęły powstawać w kolejnych polskich miastach, wpisując się w globalny trend obecny już od dłuższego czasu w Azji, obu Amerykach i Europie Zachodniej.
Sama nazwa „las kieszonkowy” nie jest przypadkowa. Odnosi się do niewielkiej powierzchni, na jakiej metoda Miyawaki może zostać zastosowana, obejmującej nawet miejskie skwery, podwórka, nieużytki czy tereny wokół szkół, czyli miejsca, w które nikt normalnie nie wpisałby słowa „las”. Zalecana, modelowa powierzchnia dla pojedynczego mikrolasu to około 250 metrów kwadratowych, choć praktycy tej metody przyznają, że nawet 100 metrów kwadratowych wystarczy, żeby stworzyć realnie bioróżnorodną, samoregulującą się przestrzeń leśną.
Liczby z krakowskiej tablicy, sprawdzone i wyjaśnione
Tablica przy ulicy Na Zjeździe roi się od konkretnych, zaskakujących statystyk, więc warto przejść przez najważniejsze z nich, zestawiając je z tym, co o metodzie Miyawaki mówią jej twórcy i popularyzatorzy w Polsce.
Pierwsza liczba dotyczy skuteczności samego sadzenia: 97 procent i więcej roślin się przyjmuje, co przy tradycyjnych, mniej starannie przygotowanych nasadzeniach byłoby wynikiem wręcz nieprawdopodobnym. Druga to tempo wzrostu, opisane na tablicy jako 2,5 raza szybsze niż w przypadku innych lasów. Warto tu dodać istotny niuans, o którym uczciwie pisze na swojej stronie polska firma Forest Maker, specjalizująca się w zakładaniu mikrolasów: w internecie krąży wiele przesadzonych twierdzeń o lasach Miyawaki rosnących nawet dziesięciokrotnie szybciej, podczas gdy w rzeczywistych, europejskich warunkach realistyczny, potwierdzony wynik to przyspieszenie rzędu dwóch, maksymalnie dwóch i pół raza, co i tak jest wynikiem imponującym, tylko bardziej wiarygodnym niż marketingowe przesady.
Kolejne liczby na tablicy dotyczą korzyści środowiskowych: wiązanie do 13 ton dwutlenku węgla dzięki odpowiedniemu przygotowaniu gleby, pochłanianie 750 kilogramów pyłów PM10 z otoczenia rocznie, obniżenie temperatury otoczenia nawet o 10 stopni Celsjusza w upalne dni, ograniczenie hałasu o co najmniej 10 decybeli, oraz działanie jak naturalna gąbka, redukujące spływ powierzchniowy wody deszczowej aż o 70 procent, przy jednoczesnym przyspieszeniu o 32 procent tempa, w jakim woda trafia do gleby zamiast spływać po utwardzonych powierzchniach. To dokładnie te same mechanizmy, o których pisaliśmy już wcześniej przy okazji tematu retencji miejskiej i radzenia sobie z permanentną suszą hydrologiczną w Polsce, tylko tym razem zastosowane na mikroskalę pojedynczego skweru.
Najbardziej wymowna wydaje się jednak liczba osiemnaście: tablica informuje, że mikrolas jest osiemnastokrotnie bardziej bioróżnorodny niż las gospodarczy. Sprawdziliśmy tę liczbę bezpośrednio w materiałach źródłowych Forest Maker, firmy odpowiedzialnej za realizację tego konkretnego nasadzenia, i faktycznie konsekwentnie posługuje się ona dokładnie tym samym porównaniem, tłumacząc je gęstością i różnorodnością gatunkową sadzonych roślin, kontrastującą z jednogatunkowymi plantacjami leśnymi dominującymi w tradycyjnym, przemysłowym leśnictwie.

Jak działa mikrolas jako żywy system
Tablica opisuje mikrolas jako ekosystem działający niczym „glebarium”: dzięki gęstemu, wielopiętrowemu układowi roślin, co roku można zasilać go jesiennymi liśćmi i drewnem pozyskanym z okolicy, zgodnie z zasadami gospodarki obiegu zamkniętego, zamiast wywozić tę biomasę gdzie indziej jako odpad. Mikrolas sam się w ten sposób kompostuje i sam reguluje swoją żyzność, bez potrzeby sztucznego nawożenia, co potwierdzają zresztą osobne liczby na tablicy: zero procent użyźniania torfem od momentu posadzenia oraz sto procent organicznego wzrostu opartego na kompoście.
Warto też zwrócić uwagę na dwie mniej oczywiste liczby: 25 metrów kwadratowych, czyli tyle, ile jesiennych liści z okolicy mikrolas jest w stanie wchłonąć i przetworzyć, oraz informację, że docelowo ma stać się miejscem życia dla minimum 500 gatunków, od owadów, przez płazy, po ptaki, których zresztą na samej tablicy nie brakuje w formie ilustracji: znajdziemy tam rudzika, wiewiórkę i ropuchę, jako symboliczną zapowiedź fauny, jaka ma tu znaleźć swoje siedlisko.
Konkretne dane krakowskiego mikrolasu
Sam mikrolas na Zabłociu zajmuje powierzchnię 527 metrów kwadratowych i został posadzony społecznie 27 kwietnia 2022 roku. Łącznie znalazło się tam 1619 drzew i krzewów, reprezentujących 34 rodzime gatunki, w tym, jak można odczytać z ilustracji na samej tablicy, klon polny, klon pospolity, jarząb brekinię, topolę osikę, buk pospolity, grab pospolity, kruszynę pospolitą oraz jabłoń dziką, obok wielu innych gatunków typowych dla rodzimych, wielopiętrowych lasów liściastych środkowej Europy.
Nasadzenie miało charakter społeczny i firmowy zarazem: tablica informuje, że mikrolas przy ulicy Na Zjeździe posadzili wspólnie przedstawiciele kilku firm, w tym Angel Poland Group, Fracthon, Heninger Investment, Wawel Service, Naho Investment oraz Sprava, a także mieszkańcy Krakowa. To coraz popularniejszy model finansowania i realizacji tego typu inicjatyw w polskich miastach: firmy, często deweloperskie lub biurowe, funduje konkretne nasadzenie w ramach działań środowiskowych albo społecznej odpowiedzialności biznesu, a fizyczne sadzenie odbywa się przy udziale lokalnej społeczności, co dodatkowo buduje więź mieszkańców z nowo powstającym, zielonym miejscem.
Więcej niż tylko ładny kawałek zieleni
Mikrolasy zakładane metodą Miyawaki to dobry przykład na to, jak niewielkim nakładem przestrzeni miejskiej, często liczonej w pojedynczych setkach metrów kwadratowych, można realnie poprawić lokalny mikroklimat, jakość powietrza i bioróżnorodność, bez konieczności czekania dziesięcioleci, aż tradycyjnie posadzony las osiągnie dojrzałość. W czasach, gdy coraz więcej polskich miast mierzy się ze zjawiskiem miejskich wysp ciepła, o czym pisaliśmy już przy okazji planów zazielenienia krakowskiego Rynku Głównego, takie punktowe, gęste nasadzenia stają się coraz ważniejszym, choć wciąż niedocenianym narzędziem planowania przestrzennego. Mikrolas na Zabłociu, mimo swoich skromnych 527 metrów kwadratowych, to w praktyce mały, żywy dowód na to, że nawet najciaśniejsza miejska działka potrafi w kilka lat zamienić się w gęsty, bioróżnorodny las, jeśli tylko posadzi się go z głową, zgodnie z zasadami, które kilkadziesiąt lat temu opracował jeden, konsekwentny japoński botanik.