3 min czytania

Ekonomista prof. Jakub Growiec z SGH o AI: moje największe atuty zostały zautomatyzowane

Kiedy ekonomista z dwudziestoletnim doświadczeniem pisze, że jego warsztat naukowy mógł właśnie stracić rację bytu, warto się zatrzymać. 6 października 2026 roku prof. Jakub Growiec z SGH, doradca ekonomiczny w NBP, opublikował esej „Niepewność technologiczna, czyli jak przetrwać 2026 r. i nie zwariować”. Zaznacza w nim na samym początku, że napisał go sam, bez użycia AI.

Pytanie, które zadawał przez dwie dekady

Growiec od ponad 20 lat zajmuje się źródłami wzrostu gospodarczego. Pyta, dlaczego ludzkość z roku na rok produkuje i konsumuje coraz więcej, i czemu mimo zmian technologicznych, przejść demograficznych, globalizacji i wahań koniunktury tempo wzrostu od dawna trzyma się w okolicach 2-3 procent rocznie. Czytał, myślał, a potem budował zmatematyzowane modele, rozwiązywał je, publikował w czasopismach naukowych po żmudnych bojach z recenzentami. Przyznaje, że był dumny ze swoich umiejętności analitycznych i z tego, że potrafi przedstawiać wyniki w naukowej angielszczyźnie.

Nobliści modelowali świat, którego już nie ma

Po mniej więcej dekadzie takiej pracy zaczęło do niego docierać, że cała ta literatura, choć pełna błyskotliwych spostrzeżeń godnych Nobla (nagrody dostali m.in. Robert Solow w 1987 roku, Paul Romer w 2018 roku oraz Philippe Aghion i Peter Howitt w 2025 roku), opisuje w istocie świat, który przestał istnieć. Zdaniem autora kolektywnie przegapiono kluczowy przełom technologiczny, po którym całą teorię wzrostu można zacząć odkładać na półkę z etykietą „historia myśli ekonomicznej”.

Co mówi o własnej pracy

Najmocniej brzmi osobista część. Growiec pisze, że zrozumiał, iż jego największe zawodowe atuty, na których opierał karierę naukową przez ostatnie dwadzieścia lat, zostały oficjalnie i nieodwracalnie zautomatyzowane. Oswaja się z myślą, że nie wróci już do ulubionego trybu pracy: kartka, długopis, edytor tekstu i okazjonalne zajrzenie do Excela, Matlaba lub Staty. Tak pracował jeszcze około pięciu lat temu, a w dobie AI uważa to za nie do utrzymania. Idzie dalej i pyta, czy zawód ekonomisty-naukowca w ogóle przetrwa.

Epidemie i horyzont dwóch miesięcy

Drugi wątek dotyczy tempa. Według autora rozwój AI ma dynamikę wykładniczą, a okres podwojenia mierzy się nie w latach, tylko w dniach. Zna tylko jedno inne zjawisko o takiej naturze: epidemie. Dodaje, że nawet w samej branży AI nikt nie ma już odwagi prognozować na więcej niż dwa miesiące do przodu. Jedno z podsumowań eseju jest krótkie: autor się martwi.

Dlaczego warto to przeczytać

Nie trzeba zgadzać się z diagnozą, żeby zauważyć wagę głosu. To nie jest tekst technologicznego entuzjasty ani sceptyka z zewnątrz, tylko ekonomisty, który modelami wzrostu zajmuje się zawodowo i który mówi wprost, co jego zdaniem zmieniło się w jego własnym fachu. Pełny esej przeczytasz we wpisie @trajektoriePL na X.