to mieszkał na osiedlu z wielkiej płyty, ten wie, że nie wszystkie wyglądają tak samo. Jedne to szeregi identycznych bloków, inne przypominają park z kilkoma budynkami rozsianymi między drzewami, a jeszcze inne to jeden gigantyczny falujący mur. Za każdym z tych układów stała konkretna idea, a często konkretni architekci. I właśnie te idee zaczynają dziś wracać, bo miasta orientują się, że tego, co przez dekady wydawało się brzydkim tłem, warto bronić przed zabudową.
Karta Ateńska w wersji polskiej
Najbardziej klasyczny układ to bloki stojące osobno, w dużych odstępach, wśród zieleni. Wyrasta wprost z idei Karty Ateńskiej, czyli modernistycznej wizji miasta, w którym mieszkania mają dużo światła i powietrza, a ruch samochodowy nie miesza się z życiem codziennym. Najpełniejszym warszawskim przykładem jest Rakowiec, zaprojektowany przez Szymona i Helenę Syrkusów.
Podobną logikę, tylko mocniej rozwiniętą, ma układ parkowy. Bloki stoją tu na dużym, zielonym terenie, a samochody wyprowadzono na obrzeża. Tak zaprojektowano katowickie Osiedle Tysiąclecia z 1961 roku, autorstwa Aleksandra Franty, Henryka Buszki i Tadeusza Szewczyka.
Mur nad morzem, szafa w centrum, skarpa z pawilonami
Nie wszystko jednak musiało być rozproszone. Gdańskie falowce na Przymorzu, których projekt powstał w 1959 roku, to długie, zakręcające bloki. Ich kształt miał przełamać monotonię prostych, nieskończonych linii.
W śródmieściach architekci szli w drugą stronę, czyli zagęszczali. Osiedle za Żelazną Bramą w Warszawie (1961, Jerzy Czyż, Jan Furman i Andrzej Skopiński) to wysokie „szafy” z usługami na parterach, nawiązujące do Corbusierowskiej jednostki mieszkaniowej. Z kolei wrocławski „Manhattan” przy placu Grunwaldzkim, budowany od 1968 roku według projektu Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak, łączy wysokie bloki pawilonami handlowymi i tworzy jedną zwartą całość.
Kameralnie, czyli zupełnie inaczej
Był też nurt, który odrzucał skalę. Sady Żoliborskie i osiedle Szwoleżerów w Warszawie, projektowane przez Halinę Skibniewską, to zabudowa niższa, zróżnicowana, bardziej ludzka w proporcjach. Podobnie osiedle im. Słowackiego w Lublinie z 1961 roku, dzieło Oskara i Zofii Hansenów. A Ursynów Północny w Warszawie, wyłoniony w konkursie w 1971 roku (Ludwik Borawski, po jego śmierci Marek Budzyński), pokazuje próbę połączenia wielkiej skali z przemyślanym układem przestrzeni.
Lublin, 1958: osiedle, które rozdzielało pieszych i auta
Dobrą ilustracją tego, jak głęboko myślano o układzie, jest osiedle im. Adama Mickiewicza w Lublinie. Projektował je Feliks Haczewski, a budowę rozpoczęto w 1958 roku. Układ komunikacyjny rozdziela tu ruch pieszy i kołowy. Osiedle tworzą 53 budynki mieszkalne: dziewięć jedenastokondygnacyjnych bloków i reszta o czterech do pięciu kondygnacjach, a przy ulicy Nowogródzkiej stoją jeszcze szeregowe i bliźniacze domy jednorodzinne. Zieleń osiedlowa była tu równie ważna jak same budynki, o czym piszą Elżbieta Przesmycka i Małgorzata Sosnowska w opracowaniu o przeobrażeniach zieleni tego zespołu.
Skala, o której dziś trudno myśleć
Warszawskie Jelonki, budowane w latach 1974-1977 według projektu A. Skopińskiego, pokazują, jak daleko poszła skala. Na około 46 hektarach stanęło pierwotnie 45 budynków z wielkiej płyty, 4400 mieszkań i około 15 tysięcy mieszkańców. To już nie jest osiedle, które da się ogarnąć wzrokiem. Za tą skalą stała technologia prefabrykacji, a jednym z jej polskich systemów był W-70 Marii i Kazimierza Piechotków, zastosowany między innymi w Radomiu.
Co robi z tym dziś Wrocław
Przez lata takie osiedla traktowano jak rezerwę terenu pod dogęszczanie: wolny skwer, to można coś postawić. Wrocław postanowił to zmienić planami miejscowymi. Od początku 2023 roku Rada Miejska uchwaliła cztery plany obejmujące ponad 50 hektarów, a kolejnych sześć, na ponad 100 hektarach, jest w opracowaniu. Chodzi między innymi o Szczepin (okolice ulic Poznańskiej i Czarneckiego), Polankę, część Gądowa przy ulicy Na Ostatnim Groszu, Popowice i Osiedle Przyjaźni, gdzie plan dopiero powstaje.
Zasady są konkretne. Plany mają chronić zieleń i spójny układ zabudowy oraz zablokować budowę na skwerach i zieleńcach. Tam, gdzie brakuje usług, mogą dopuścić sklepy w niskiej zabudowie zwanej „runem”. Zachowują funkcje targowe, pilnują pieszych połączeń do szkół i przedszkoli bez przekraczania ruchliwych ulic, a nowa zabudowa ma uwzględniać ustawienie budynków względem siebie i zieleń między nimi. Planiści zwracają też uwagę na brak miejsc parkingowych, bo osiedla z tamtych lat projektowano dla zupełnie innej liczby samochodów.