6 min czytania

Recenzja „Polska odwraca oczy” Justyny Kopińskiej (wywiad z żoną Trynkiewicza, więzienie w Płocku, sprawa Zbrojewskiej i „Ten trup się nie liczy”)

„Polska odwraca oczy” Justyny Kopińskiej to książka, którą chciałoby się odłożyć, a której nie da się odłożyć. Zbiór reportaży o miejscach, do których wolimy nie zaglądać: oddziale szpitala psychiatrycznego, więzieniu, komisariacie i salonie, w którym żona skazanego mordercy opowiada, że jest szczęśliwa. Kopińska pisze bez krzyku i bez ozdobników. Właśnie dlatego jej teksty uderzają mocniej niż niejeden thriller.

Reporterka, która zostaje do końca

Książka ukazała się w 2016 roku nakładem Świata Książki. Autorka jest wielokrotnie nagradzaną dziennikarką, laureatką m.in. Nagrody Dziennikarskiej Amnesty International „Pióro Nadziei”. Jej metoda jest prosta i niezwykle trudna: zostać przy temacie, dopóki nie zrozumie się go do końca. W rozmowie z Interią mówi wprost, że odwracamy oczy z wygody: „Okrutna prawda jest taka, że robimy to z wygody”. Dodaje, że reportaż nie powstaje dla misji, ale jeśli po lekturze ktoś przestaje być bierny wobec zła, to najlepszy możliwy skutek. Po jej tekście o szpitalu w Starogardzie Gdańskim lekarze i pielęgniarki pisali, że już nigdy nie będą obojętni.

To widać w każdym rozdziale. Kopińska nie sądzi, nie komentuje i nie podnosi głosu. Stawia fakty obok siebie tak, że czytelnik sam dochodzi do wniosku, którego wolałby nie wyciągać.

Żona Trynkiewicza: rozmowa, od której trudno się uwolnić

Najgłośniejszy jest rozdział, który w momencie premiery wywołał burzę. Mariusz Trynkiewicz w 1988 roku zamordował czterech chłopców. Skazany początkowo na karę śmierci, po amnestii z 1989 roku usłyszał wyrok 25 lat więzienia. Wyszedł na wolność 11 lutego 2014 roku, a po kilku tygodniach sąd skierował go do ośrodka w Gostyninie. Dwa lata później Kopińska rozmawiała z jego żoną Anną.

To rozmowa z kobietą, która sama wybrała tego mężczyznę. Według publikacji poznali się około 2011 roku, za pośrednictwem znajomej socjolożki badającej sprawę „Szatana z Piotrkowa”. Anna była jedną z wielu kobiet pisujących do niego listy, a o tym, że to ją wybrał, mówiła z dumą. Opowiadała o planach, podróży poślubnej i wspólnej przyszłości. Kopińska pyta, słucha i notuje. Czytelnik widzi, jak powstaje świat, w którym sprawca staje się bohaterem romantycznej historii, a o jego ofiarach mówi się tonem, który budzi wstręt. Nagłówek jednej z publikacji tej rozmowy, „Ci chłopcy prosili się o śmierć”, to cytat z wypowiedzi rozmówczyni i dokładnie ten rodzaj zdania, który odbiera mowę. Autorka nie próbuje go osłabiać ani tłumaczyć. Pozwala mu wybrzmieć.

Sama Kopińska mówiła później, że ta rozmowa skłoniła ją do pytań o medialną celebrytyzację i społeczną fascynację sprawcami. To jedno z najmocniejszych pytań całej książki: dlaczego zło tak nas przyciąga i co z tym robimy?

Płock: układ za więziennym murem

Drugi wątek, który zapada w pamięć, to reportaż o więzieniu. W grudniu 2015 roku, w oparciu o publikację „Gazety Wyborczej”, pisano o sytuacji w zakładzie karnym w Płocku: o narkotykach, domniemanych powiązaniach części funkcjonariuszy ze skazanymi i samobójstwach, których okoliczności rodziny osadzonych uważały za niejasne. Według tych doniesień w 2013 roku CBŚ zatrzymało kilku więźniów i trzech funkcjonariuszy, a śledztwo trwało dalej. Były więzień opisywał w liście do Ministerstwa Sprawiedliwości, że zmuszano go do handlu narkotykami. Pracownik więziennictwa mówił, że „resocjalizacja to fikcja”. W tym samym zakładzie życie odebrali sobie dwaj zabójcy Krzysztofa Olewnika, a jego ojciec nie wierzy, że było to samobójstwo.

Siła tego reportażu polega na tym, że nie sprowadza się do jednej prostej tezy. Pokazuje system, w którym informatorzy dostają wolność i narkotyki, a funkcjonariusze tracą autorytet i sięgają po przemoc. Pokazuje też bezradność instytucji, które powinny pilnować porządku. Trzeba pamiętać, że oficjalne stanowisko Służby Więziennej i Ministerstwa nie zostało w pierwszych relacjach przedstawione, a zarzuty wobec konkretnych osób to zarzuty, nie wyroki.

„Ten trup się nie liczy”: statystyka kontra ludzkie życie

Tytuł tego reportażu stał się w polskiej publicystyce hasłem. Tekst ukazał się w „Dużym Formacie” „Gazety Wyborczej” 26 marca 2015 roku i dotyczył tego, jak policja traktuje sprawy zaginięć i zabójstw. Teza autorki: jeśli czyn da się zakwalifikować tak, by nie psuł statystyk, system skłonny jest to zrobić. Reportaż wywołał publiczną polemikę. Policja opublikowała oficjalną odpowiedź, w której podkreśla, że statystyka jest tylko jednym z elementów samooceny, a manipulowanie nią jest zabronione, i przypomina, że w 2014 roku odnaleziono ponad 21 tysięcy zaginionych osób. Oba głosy są częścią tej historii i warto je znać, bo pokazują, jak trudno rozmawia się o słabościach instytucji.

Strażnik, który „pękł”

Kopińska wraca też do sprawy, która wstrząsnęła Polską 26 marca 2007 roku w Zakładzie Karnym w Sieradzu. Strażnik więzienny Damian C. otworzył ogień z broni maszynowej do policjantów, którzy przyjechali po osadzonego. Zginęło trzech funkcjonariuszy: Bartłomiej Kulesza (31 lat), Andrzej Werstak (32) i Wiktor Będkowski (40). Strażnik oddał ponad dwadzieścia strzałów, przez ponad godzinę uniemożliwiał pomoc rannym i ostrzeliwał przybywających antyterrorystów. W 2008 roku sąd skazał go na dożywocie, a Sąd Najwyższy w 2010 roku oddalił jego kasację. Motyw nigdy nie został w pełni ustalony. Reportaż o człowieku, który „pękł”, jest próbą zrozumienia, co dzieje się z ludźmi pracującymi w systemie, który obciąża ich ponad miarę, i dlaczego nikt tego wcześniej nie zauważył.

Zbrojewska: historia, której nie da się zamknąć jednym zdaniem

Osobną i najbardziej delikatną historią jest sprawa Moniki Zbrojewskiej. Była adwokatką, doktorem habilitowanym i ekspertką prawa karnego, od 5 listopada 2014 roku podsekretarzem stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. 23 października 2015 roku została odwołana z funkcji, a 30 października zmarła w wieku 43 lat. Kopińska mówiła w wywiadzie, że po śmierci wiceminister przeczytała mnóstwo wrogich komentarzy w internecie i chciała zrozumieć, dlaczego Zbrojewska postąpiła tak, jak postąpiła. Nie chodzi tu o sensację, tylko o pytanie, ile wiemy o drugim człowieku, zanim wydamy wyrok. Ten tekst czyta się z szacunkiem dla osoby, której już nie ma.

Dlaczego warto

Bo to literatura faktu w najlepszym wydaniu. Kopińska potrafi opowiedzieć o rzeczach strasznych tak, że nie odpychają, tylko zatrzymują. Nie ma tu epatowania ani taniego współczucia, jest uważność. W książce są też m.in. reportaż o domu prowadzonym przez siostry boromeuszki w Zabrzu, o szpitalu w Starogardzie Gdańskim („Oddział chorych ze strachu”), o dziewczynie, która zabiła ojca sprawcę przemocy i została odrzucona przez własną wieś, oraz o kobietach przesłuchiwanych po gwałtach i pobiciach. Łączy je jedno: za każdym razem ktoś odwrócił wzrok. Sąsiad, urzędnik, funkcjonariusz, ktoś z instytucji, która miała pomagać. I za każdym razem Kopińska pokazuje, jaką cenę zapłacił ktoś inny.

To nie jest lektura łatwa ani przyjemna, ale po jej zamknięciu trudno udawać, że się nie wie. Polecam każdemu, kto jest gotów to zobaczyć.