PSL znalazło w tym tygodniu nowy pomysł na debatę o władzy w Polsce. Jeszcze w czwartek partia przegrała głosowanie nad zniesieniem limitu dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a już następnego dnia ogłasza, że zajmie się ograniczeniem kadencji posłów i senatorów pod hasłem „jedne zasady dla wszystkich”.
Co się wydarzyło w Sejmie
W czwartek 22 października 2026 roku Sejm głosował nad projektem PSL, który miał usunąć z Kodeksu wyborczego przepis zabraniający ubiegania się o stanowisko wójta, burmistrza lub prezydenta miasta komuś, kto został wybrany na nie dwukrotnie w tej samej gminie. Za projektem głosowało 213 posłów, przeciw 215, a 9 wstrzymało się od głosu. W głosowaniu wzięło udział 437 posłów, 23 nie głosowało. Różnica wyniosła więc dwa głosy. Według relacji Polsat News przeciwko projektowi koalicjanta zagłosowało łącznie 15 posłów z KO, Lewicy, Centrum i Polski 2050, a czterech wstrzymało się.
Limit wprowadzono w 2018 roku za rządów PiS, razem z wydłużeniem kadencji władz samorządowych z czterech do pięciu lat. Do limitu nie wlicza się kadencji sprawowanych przed wyborami w 2018 roku. Według obecnych przepisów wielu włodarzy w wyborach w 2029 roku nie będzie mogło ubiegać się o reelekcję. Tomasz Fijołek z Unii Metropolii Polskich mówił, że z funkcji odejdzie wówczas ponad 1500 włodarzy, a Andrzej Andrysiak mówił o kilku tysiącach.
Argumenty PSL
Stanowisko partii warto przedstawić uczciwie. PSL argumentuje, że o tym, kto rządzi gminą, powinni decydować mieszkańcy, a limit odbiera im prawo do ponownego wybrania człowieka, któremu ufają. Projekt zakładał też, że kandydowanie na te stanowiska nie wykluczy jednoczesnego ubiegania się o mandat w radzie powiatu lub sejmiku. Wiceminister Jakub Stefaniak mówił, że około 40% włodarzy jest wymienianych w każdych wyborach samorządowych, więc teza o zabetonowanym systemie jest jego zdaniem nieprawdziwa. Ten sam polityk twierdzi, że dwukadencyjność to rozwiązanie wymyślone przez PiS dla własnych korzyści wyborczych i że się nie sprawdziło.
Za zniesieniem limitu przemawiają też argumenty podnoszone przez samorządowców: utrata doświadczenia, ciągłość realizacji długich inwestycji, trudność powrotu na rynek pracy po dziesięciu latach urzędowania. Profesor Jarosław Flis zwracał uwagę, że około 80% burmistrzów, którzy po 2006 roku próbowali utrzymać władzę, przegrało, więc wyborcy sami potrafią wymieniać włodarzy.
Przeciwnicy uchylenia limitu odpowiadają, że jest on jedynym realnym narzędziem lokalnych społeczności do ograniczania nadużyć władzy, bo referenda działają słabo, a prokuratury często umarzają sprawy dotyczące lokalnych władz. Podkreślają też, że urzędujący włodarz dysponuje przewagą w dostępie do informacji i publicznych pieniędzy na promocję. W konsultacjach projektu, według Andrysiaka, wzięło udział ponad 2700 osób, z czego 79% było przeciwnych zmianie.
Nowy pomysł, czyli limit dla posłów
Po przegranym głosowaniu przewodniczący PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że partia będzie domagać się dwukadencyjności posłów i senatorów. Według „Rzeczpospolitej” PSL zaczyna starania o taki limit i zapowiada inicjatywę ustawodawczą pod hasłem „jedne zasady dla wszystkich”. Wcześniej, jesienią 2025 roku, Kosiniak-Kamysz mówił o inicjatywie obywatelskiej zmiany Konstytucji w zakresie ograniczenia kadencji parlamentarzystów, przekonując, że skoro posłowie chcą ograniczać samorządowców, powinni zacząć od siebie.
Trzeba dodać, że ta propozycja nie jest dla PSL nowa. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 2017 roku poseł Piotr Zgorzelski mówił, że partia jest przeciwna ograniczaniu kadencji wójtów, ale on sam jest otwarty na ograniczenie kadencji posłów, bo dwie kadencje pozwoliłyby odświeżyć klasę polityczną. Stanowisko PSL jest więc spójne w czasie: limit dla parlamentu tak, dla włodarzy gmin nie. Warto o tym pamiętać przy ocenie, czy wypowiedź po przegranym głosowaniu jest reakcją, czy konsekwencją.
Pytanie, które się nie pojawia
Hasło „jedne zasady dla wszystkich” budzi jednak pytanie, na które w opublikowanych relacjach nie znaleźliśmy odpowiedzi. Obecny limit dotyczy tylko wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, czyli organów wykonawczych gminy wybieranych w wyborach powszechnych. Nie obejmuje starostów ani marszałków województw. Ci wybierani są nie przez mieszkańców, ale przez radnych powiatu albo sejmiku województwa. Autor jednego z komentarzy prawnych w czasopiśmie „Lege Artis” z początku 2026 roku, który zresztą sprzeciwiał się samemu limitowi, zadawał dokładnie to pytanie: dlaczego nikt nie postuluje podobnego ograniczenia dla starostów i marszałków.
Różnica między stanowiskami nie jest wyłącznie formalna. Jeżeli głównym argumentem przeciwko limitowi jest to, że „decyzja należy do wyborców”, to przy starostach i marszałkach mieszkańcy nie decydują bezpośrednio: o wszystkim rozstrzyga większość w radzie lub sejmiku. Jeżeli natomiast argumentem za limitem jest rotacja, przeciwdziałanie klientelizmowi i zbyt długiemu trzymaniu władzy, te same rozważania stosują się także do stanowisk wybieranych pośrednio, a nawet silniej, bo kontrola obywateli jest tam mniej bezpośrednia.
Najbardziej wyrazistym przykładem jest Adam Struzik, związany z PSL długoletni marszałek województwa mazowieckiego. Według biogramu w serwisie Interia pełni lub pełnił on tę funkcję od 2001 roku, a w 2014 roku ubiegał się o czwartą kadencję, o czym informowało RMF FM. Nie ustaliliśmy w dostępnych źródłach, czy w październiku 2026 roku nadal kieruje samorządem województwa, więc nie opisujemy jego obecnej roli. Nie chodzi też o ocenę jego pracy ani o sugestię, że należy go z urzędu usunąć. Chodzi o prostą kwestię: jeśli zasady mają być jednakowe dla wszystkich, to nie wiadomo, dlaczego miałyby obejmować wójta dużej gminy i posła, a nie marszałka województwa, który zarządza budżetem liczonym w miliardach złotych.
Dlaczego to ważne
Spór o kadencyjność wydaje się techniczny, ale dotyczy podstawowych pytań: kto powinien decydować o tym, jak długo trwa władza, i kiedy ograniczenie jest ochroną demokracji, a kiedy jej ograniczeniem. Zwolennicy limitów mówią o ryzyku zasiedzenia, zwolennicy swobody wyboru o prawie wyborców do podjęcia decyzji. Obie strony mogą mieć rację w różnych przypadkach.
Jeśli jednak jakiś postulat ma być przedstawiany jako zasada „dla wszystkich”, zasługuje na sprawdzenie, kogo faktycznie obejmuje. Limit dla posłów i senatorów, bez limitu dla starostów i marszałków, wciąż pozostawia poza zasadą stanowiska, na których władza bywa sprawowana najdłużej.