5 min czytania

415 lat temu car Wasyl Szujski ukląkł przed polskim królem w Warszawie, a Rzeczpospolita rozstrzygała o losach Moskwy

29 października 1611 roku na Zamku Królewskim w Warszawie wydarzyło się coś, co w historii Europy zdarzyło się rzadko: zdetronizowany car Rosji, Wasyl Szujski, i jego bracia Dymitr oraz Iwan oddali pokłon polskiemu królowi Zygmuntowi III Wazie. Przed monarchą i zgromadzonymi stanami sejmowymi przedstawił ich hetman Stanisław Żółkiewski, zwycięzca spod Kłuszyna. To wydarzenie, znane jako hołd ruski, stało się symbolem potęgi państwa, z którym liczyła się nie tylko Moskwa.

Od Kłuszyna do Kremla

Droga do tej ceremonii zaczęła się w lipcu 1610 roku. 4 lipca pod wsią Kłuszyn niedaleko Smoleńska Żółkiewski, dowodząc armią liczącą według szacunków od 6,5 do 6,8 tysiąca żołnierzy, z czego około 5,5 tysiąca stanowili husarze, rozbił siły rosyjsko-szwedzkie. Przeciwnik miał około 30 tysięcy Rosjan i około 5 tysięcy najemników pod dowództwem szwedzkiego dowódcy Jacoba De la Gardiego. Straty strony rosyjsko-szwedzkiej szacuje się na kilka do kilkunastu tysięcy zabitych i rannych, a polskie według różnych historyków od kilkuset do około 400 poległych. Najemnicy po rozmowach z Żółkiewskim złożyli broń i zobowiązali się nie walczyć więcej przeciwko Rzeczypospolitej.

Skutki tej bitwy przerosły oczekiwania. Po klęsce moskiewscy bojarzy obalili cara Wasyla IV, a Żółkiewski bez większego oporu wkroczył do Moskwy. Bojarzy ogłosili carem królewicza Władysława Wazę, późniejszego króla Władysława IV. To ważny szczegół, bo pokazuje, że nie chodziło wyłącznie o siłę oręża: część moskiewskiej elity sama szukała porozumienia z Rzecząpospolitą jako gwaranta porządku po latach wojen domowych i smuty.

Zdobycie Smoleńska i droga do Warszawy

Pod koniec tej samej kampanii, w czerwcu 1611 roku, padł Smoleńsk, po 97 latach rosyjskiego panowania. Do Warszawy hetman wracał jako triumfator i 29 października 1611 roku wjechał do stolicy w czasie obrad sejmu. Według relacji z epoki ulicami Krakowskiego Przedmieścia, na które wylegały tłumy, jechał powóz zaprzężony w sześć białych koni, a w nim 59-letni Wasyl Szujski z braćmi Dymitrem i Iwanem. Za nimi prowadzono innych jeńców: dowódcę obrony Smoleńska Michaiła Szeina, arcybiskupa smoleńskiego Sergiusza, patriarchę Filareta i żonę Dymitra, Katarzynę.

Pokłon w Sali Senatorskiej

Ceremonia odbyła się na Zamku Królewskim. Zygmunt III zasiadał na tronie, obok stał królewicz Władysław, a dokoła zgromadzili się senatorowie i posłowie. Żółkiewski wygłosił mowę, w której przedstawił jeńców i przypomniał okoliczności dojścia Szujskiego do władzy, a w imieniu króla odpowiedział kanclerz Feliks Kryski. Szujscy oddali hołd: według opisów Wasyl pocałował ziemię, Dymitr pokłonił się do samej posadzki, a Iwan uczynił to trzykrotnie. Złożyli też przysięgę posłuszeństwa i potwierdzili granicę polsko-moskiewską. Następnie odprowadzono ich z sali, ogolono im głowy i uczyniono jeńcami państwowymi.

Scenę utrwalili artyści. Nadworny malarz królewski Tomasz Dolabella przedstawił zdobycie Smoleńska i przyjęcie jeńców w Sali Senatorskiej, a w XIX wieku temat podjął Jan Matejko w obrazie, na którym carowie Szujscy oddają hołd królowi Zygmuntowi III podczas sejmu w Warszawie. Pamięć o wydarzeniu zapisano także w inskrypcji na kolumnie Zygmunta z lat 1643–1644.

Los pokonanych

Historia nie była łaskawa dla jeńców. Braci osadzono najpierw w strzeżonym dworze na Mokotowie, który w grudniu 1611 roku strawił pożar. Strona moskiewska przedstawiała go jako zamach z udziałem jezuitów, a jeńców przeniesiono 18 grudnia do Gostynina. Wasyl Szujski zmarł tam 12 września 1612 roku, oficjalnie ze starości, a piętnaście dni później zmarł Dymitr, co wywołało plotki o otruciu. Iwana wypuszczono po objęciu tronu przez Romanowów w 1613 roku, a do Rosji wrócił w 1619 roku. Ciała carskiej rodziny pochowano w Warszawie w specjalnej Kaplicy Moskiewskiej przy kościele Świętego Krzyża, a w 1635 roku Władysław IV oddał szczątki Rosji bez targów. Spoczęły w moskiewskim soborze Archanielskim.

Sukces i jego granice

Mamy prawo być dumni z tego rozdziału historii. Rzeczpospolita, która w tym samym czasie prowadziła wojnę o Inflanty ze Szwecją, była w stanie rozbić dużo liczniejszą armię, wkroczyć do Moskwy, zdobyć Smoleńsk i doprowadzić do hołdu zdetronizowanego cara. Pokazuje to, że nasi przodkowie potrafili prowadzić samodzielną politykę, skutecznie walczyć i wygrywać, a Polska była wówczas potęgą, o której losach nie rozstrzygano w innych stolicach.

Uczciwie trzeba też dodać, że sukces wojskowy nie przełożył się na trwały sukces polityczny. Władysław, wybrany przez bojarów na cara, nigdy nie objął tronu, bo jego ojciec nie zawarł trwałego porozumienia z Moskwą i dążył do zdobycia korony dla siebie. Polska załoga w Moskwie została oblężona i po roku skapitulowała. Krytycy, wśród nich Julian Ursyn Niemcewicz, uznawali powrót króla na sejm bez zajęcia Moskwy za poważny błąd. Szansa, jaką dał Kłuszyn, została tylko częściowo wykorzystana, a ostatecznie trwałym wynikiem wojny okazał się zysk terytorialny w kolejnych latach, nie unia z Moskwą.

Pamięć

Narodowy charakter powinien opierać się nie na micie niezwyciężoności, tylko na rzetelnej pamięci o tym, co udało się osiągnąć i dlaczego. Kłuszyn i hołd ruski pokazują, że samodzielna, odważna polityka, dobrze dowodzona armia i zdolność do wykorzystania chwili mogą dać państwu pozycję wykraczającą poza jego rozmiary. Pokazują też, że sukces trzeba umieć utrwalić. Dziś, gdy budujemy potencjał i siłę państwa, warto o tym pamiętać: Polska potrzebuje własnej siły wojskowej, gospodarczej i politycznej, żeby o jej bezpieczeństwie nie rozstrzygano w innych stolicach.

Carowie Szujscy na Sejmie Warszawskim, Jan Matejko (1892)