30 października 2026 roku Zgromadzenie Narodowe przyjęło poprawkę do budżetu na 2027 rok, według której firmy wysyłające dane do użytkowników we Francji płaciłyby 0,055 euro za każdy gigabajt. Rząd był przeciw. To dopiero pierwsze czytanie i niczego jeszcze nie uchwalono.
Głosowanie w pustej sali
Poprawka przeszła stosunkiem głosów 11 do 10, przy 14 wstrzymujących się. Obecnych było 35 z 577 posłów, czyli około 6% składu izby. O podatku, który autorzy szacują na 10 mld euro rocznie, zdecydowało więc 11 głosów. Przy takiej frekwencji kilka głosów potrafi przesądzić o wyniku. Pokazuje to, jak łatwo pomysł, który rząd uważa za niewykonalny, trafia do projektu ustawy. Poprawka przejdzie jeszcze kolejne etapy, ale sam fakt, że przeszła, zwraca uwagę.
Kto miałby płacić
Podatek płaciliby dostawcy treści, czyli firmy, które wysyłają dane do francuskich abonentów. Autorzy poprawki, socjaliści z posłem Laurentem Lharditem na czele, wymieniają Google, Meta, Amazon, Netflix i Akamai. Według urzędu Arcep te firmy odpowiadają razem za około połowę danych odbieranych we Francji. Operatorzy internetowi, jak Orange, Free, SFR i Bouygues, podatku nie płaciliby, tylko mierzyliby ruch dla fiskusa. Osoby prywatne nie są podatnikami, ale firmy mogłyby podnieść ceny.
Tekst obejmuje jednak każdego, kto wysyła duże ilości danych, także organizacje non-profit. Dlatego odezwało się VideoLAN, twórca odtwarzacza VLC, które szacuje koszt na ponad milion euro rocznie. Rząd ostrzega, że około połowa rachunku spadłaby na mniejszych dostawców, w tym francuskich.
Czy to drogo
Na jednym gigabajcie to grosze, ale ruch liczy się w milionach gigabajtów. Z mojego przeliczenia: godzina filmu w jakości HD, czyli około 3 GB, to około 17 centów podatku, a w jakości 4K, około 7 GB, około 39 centów. Gra o rozmiarze 100 GB to 5,50 euro. Strona internetowa o rozmiarze 2 MB to ułamek centa. Dla Netfliksa czy Google to tylko część ich ogromnych przychodów, a dla darmowego oprogramowania o dużym ruchu, bez przychodów, to koszt nie do udźwignięcia. Szacunki dla Steam sięgają około 180 mln euro rocznie, a wpływy z całego podatku autorzy wyceniają na 10 mld euro rocznie. Podatek ma też limit: 15% obrotu we Francji lub 2% globalnego, ale nie wiadomo, jak ma działać wobec organizacji bez przychodów.
Czy to może być przyszłość
Francuska poprawka nie jest pierwszą próbą obciążenia dostawców treści kosztami infrastruktury, a w Europie pojawiają się pomysły, by firmy technologiczne płaciły operatorom za obciążenie sieci. Jeśli któreś państwo wprowadzi podatek od ruchu i okaże się on wykonalny, inne mogą pójść w jego ślady. Nie można tego przesądzać, bo to zależy od wyniku debaty we Francji, ale warto obserwować, jak się skończy.
Dla serwisów takich jak tuziemia.pl takie rozwiązanie byłoby odczuwalne pośrednio. Portal nie ma ruchu na skalę Netfliksa, a podatek byłby naliczany za wolumen danych, więc małe i średnie serwisy płaciłyby kwoty niewielkie, ale rosnące wraz z ruchem, na przykład przy mapach, zdjęciach satelitarnych i granicach działek. Nie wiemy, czy i w jakiej formie podobne przepisy trafiłyby do Polski, więc na razie to tylko możliwy scenariusz, ale dla bezpłatnych usług oparty na ruchu podatek jest zawsze większym obciążeniem niż dla firm, które na ruchu zarabiają.
Przyszłość
Poprawka może zostać zmieniona lub usunięta. Budżet musi jeszcze przejść Senat, w którym większość mają konserwatywni Republikanie i raczej nie poprą takiego podatku, a rząd może go przeforsować bez głosowania na podstawie art. 49.3 i po prostu wykreślić poprawkę. Szczegóły pomiaru miałby ustalić dekret.